"Władza" i M. Maciak w totalnej panice!

Nie oglądam CW24.

Owszem, zdrzyło mi się pewnie z kilkanaście razy włączyć ten kanał, by się przekonać, że... znowu lecą reklamy.

Co więcej – że są wśród nich reklamy spółek miejskich, za które de facto w ostatecznym rozrachunku płacą mieszkańcy: płacąc za wodę, ogrzewanie, śmieci....

 

Kiedyś, kiedy znowu przypadkiem przełączyłem na tę "stację", zobaczyłem "wywiad" redaktorki z "ekspertem", który "dowodził", że meteoryt nad Czelabińskiem został zestrzelony przez... kosmitów!

(https://www.youtube.com/watch?v=6K8mPeepfM4)

 

Wyleczyło mnie to skutecznie z interesowania się tą "stacją" do czasu, gdy zrobiło się o niej głośno w całej Polsce za sprawą odcinka z cyklu: "Musisz to wiedzieć" opowiadającego o separatystach z Donbasu.

Odnalazłem materiał w internecie i... ujrzałem facecika, którego już wcześniej kiedyś miałem okazję widzieć (o czym dalej).

Wyraźnie naśladując emfatyczny styl Wołoszańskiego dowodził, że na wschodzie Ukrainy nie ma żadnej interwencji Rosji.

"Prawie Wołoszański".

"Prawie" czasem robi jednak ogromną róźnicę – w tym przypadku: KOLOSALNĄ.

 

Byłem jednak pod wrażeniem "redaktorów"/kabareciarzy.

Tak się ośmieszyć, aby zdobyć (wątpliwej jakości) popularność i sprzedać trochę więcej reklam?

Pełne poświęcenie!

(https://www.youtube.com/watch?v=6ttgjaauFoU&feature=youtu.be)

 

Niektórzy dali się jednak nabrać i potraktowali "redaktorów" "śmiertelnie poważnie", zaliczając ich nawet do "V kolumny Putina": https://web.facebook.com/RosyjskaVKolumnawPolsce/posts/426158437554361?__xts__[0]=68.ARCbDhb7c2X7f77oLnD5nC3KpAgA5gGd5ie3JyvJ-gVGtg4zrxshJNhL0tiClqJbcHKFmNn-q0RGOHEd6B5rq9dXni33LdCWZPUcPs3riQN09DgZ_V-Y8JCYtebgxw-euPjGTzE&__tn__=K-R

 

Jedno pytanie na poważnie każdy Polak powinien im jednak zadać:

czy - zgodnie z zaprezentowaną przez "redaktorów"/kabareciarzy "logiką" -

RAŚ ("Ruch" Autonomii Śląska) lub Ukraińcy we Wrocławiu

(na przykład gdy będzie ich jeszcze więcej - bo już stanowią kilkanaście procent mieszkańców tego miasta), też mają "prawo" urządzić sobie "referendum" w sprawie odłączenia określonych terytoriów od Polski?

 

Wtedy poznałem nazwisko "faceta w okularach", ale nie wiedziałem jeszcze, że jest on właścicielem CW24 .

No i nie wiedziałem nic na temat kulisów początków tej stacji oraz KASY z funduszy wojewódzkich i unijnych (w 2010 roku – "rządy" PO w kraju i w województwie), za które, m.in., ona powstała.

 

Gdzieś w marcu tego roku zostałem zaproszony przez znajomego na spotkanie z lokalnym "byznesmenem", który – jego zdaniem – może być następnym Prezydentem Włocławka! Chciałem dowiedzieć się coś więcej: nazwisko, co robi ten kandydat itd., ale znajomy, pewnie dla pobudzenia mojej ciekawości, nic więcej nie chciał powiedzieć.

 

Poszliśmy z kolegą – obecnie już ze stowarzyszenia, w którym pełnię funkcję Wiceprezesa d/s organizacyjnych i prawnych.

Tak reklamowany kandydat się spóźniał, ale miła gospodyni, żona znajomego, poczęstowała nas dobrą kawą, więc nie wyszliśmy.

 

Kiedy minęło gdzieś z pół godziny od umówionego terminu spotkania, zamierzałem już wyjść, bo, po pierwsze, nie akceptuję spóźniania się (bez ważnej przyczyny), a po drugie, odebrałem to jako element niepoważnego traktowania potencjalnych partnerów w wyborach.

I wtedy – pojawił się Maciej Maciak.

W duchu parsknąłem ze śmiechu, nie chciałem jednak urazić znajomego, więc zachowałem powagę.

Został przedstawiony jako właściciel stacji CW24, co mnie zainteresowało, więc postanowiłem "dać się mu wygadać".

 

Pierwszy raz M. Maciaka "dane mi było ujrzeć" w 1999 roku, kiedy to w ramach swej firmy (zbudowanej od podstaw przez siebie), wtedy już produkcyjno – handlowej, otworzyłem drugi sklep detaliczny we Włocławku, a trzeci w ogóle.

Sklep ten, o powierzchni około 40 metrów, mieścił się na Okrzei,w budynku WZGS, naprzeciw Karczmy Kujawskiej. Jak się okazało – przez ścianę z podobnej wielkości sklepem z częściami samochodowymi.

 

Miałem już wtedy uruchomioną produkcję borderów, pod Łodzią i w Wasilkowie produkowano dla mnie, pod moją marką, kleje do tapet i borderów, organizowałem dystrybucję swych towarów na terenie całej Polski (finalnie około 300 odbiorców: sklepy i hurtownie) więc do sklepu na Okrzei zaglądałem raz-dwa razy w tygodniu

i to na krótko.

Za którymś razem zaciekawił mnie harmider dobiegający ze sklepu z cześciami samochodowymi, podniesione głosy, wyzwiska, w których słowo "głupiec" było jednym z najłagodniejszych.

 

Z ciekawości zajrzałem i zobaczyłem chuderlawego, niskiego facecika w okularach, który chroniony przez ladę arogancko udowadniał komuś, że tamten bezpodstawnie domaga się uznania reklamacji.

 

Gdy wszedłem do swego sklepu, dowiedziałem się, że dzieje się tak wcale często i że nawet "nasi" klienci zwracają na to uwagę.

Gdy tylko w tym samym budynku, ale 50 metrów dalej, zwolnił się 120-metrowy lokal, od razu się przeniosłem, aby uniknąć takiego sąsiedztwa i narażania swych klientów na oglądanie wyżej opisanych scen.

 

Kiedy, po kilkunastu latach, zobaczyłem M. Maciaka w CW24 to sądziłem, że klienci sklepu podziękowali mu za jego "obsługę", a on chałturzy udając "redaktora".

A tu taka niespodzianka – właściciel stacji!

(Teraz już wiem, jak ta '"stacja" powstała - na tamtym spotkaniu nie miałem tej wiedzy).

 

Kolega (ze stowarzyszenia) zadał "kandydatowi na prezydenta" pytanie, którego sens był taki: dlaczego mamy poprzeć jego kandydaturę?

I tu M. Maciak zaczał prawie krzyczeć, że gdyby był na naszym miejscu, to wyleciałby na ulicę i krzyczałby: "Maciak na prezydenta! Maciak na prezydenta!"

Na pytanie: "Dlaczego?", padło odpowiedź: "Bo to najlepsze dla Włocławka" i "Przecież to jasne!".

 

Padło pytanie, jaki jest jego program.

I usłyszeliśmy, że Włocławek może być miastem 200-tysięcznym, tak jak Toruń, trzeba tylko usunąć bariery dla przedsiębiorczości, nie krępować "biznesmenów", wzmacniać "wolny rynek"!

 

Gdy to usłyszałem, to moje pierwsze skojarzenie było z tymi lokalnymi biznesmenami, którzy - mając często powiązania z "władzami" miasta - przejęli ogromne połacie Włocławka i wysprzedają je pod markety.

Tereny, na których powinny powstać otwarte zielone osiedla, złożone z budynków wielorodzinnych, naturalnie spajające miasto w funkcjonalną całość!

 

Natomiast gdy słyszę brednie o "wolnym rynku", powtarzane w naszym kraju od trzydziestu lat, brednie, które były uzasadnieniem do zniszczenia i rozkradzenia dużej części naszego majątku narodowego – to robię się złośliwy.

 

Tzw. "wolny rynek" bowiem to jedynie MODEL EKONOMICZNY – rodzaj pewnego "wzorca", z którym można porównywać daną, faktycznie istniejącą rzeczywistość ekonomiczną i na tej podstawie wyciągać, na przykład, wniosek, czy tendencje istniejące w tej rzeczywistości przybliżają ją do tego wzorca, czy oddalają.

 

Model ten zakłada taką hipotetyczną sytuację, kiedy na rynku istnieje:

  1. nieograniczona (albo przynajmniej bardzo, bardzo duża) liczba dostawców produktów/usług;

  2. nieograniczona (albo przynajmniej bardzo, bardzo duża) liczba odbiorców/konsumentów tych produktów/usług;

  3. odbiorcy/konsumenci mają PEŁNĄ wiedzę zarówno o dostawcach, jak i o ich produktach/usługach.

 

W rzeczywistości sytuacja taka nigdy nie istniała, nie istnieje i raczej nie będzie istnieć.

"Wolny rynek" nie odnosi się więc do żadnej realnie istniejącej gospodarki.

Każda rzeczywistość ekonomiczna jest REGULOWANA.

Tak też jest więc – rzecz oczywista – w Polsce i tu we Włocławku.

Podstawowy problem brzmi – przez kogo ta rzeczywistość jest REGULOWANA I co dla obywtaeli/mieszkańców jeszcze ważniejsze: W CZYIM INTERESIE (czyli komu służą regulacje/przepisy) ?

 

Czy w interesie supermarketów, które lokowane w środku miasta – niszczą to miasto i lokalną przedsiębiorczość, a przy tym nie płacą podatku CIT (większość zagranicznych sieci handlowych wykazuje w naszym kraju straty), a jedyne "groszowe", przy skali ich obrotów, podatki od nieruchomości?

(Takie działanie jest jednocześnie wspieraniem tendencji monopolistycznych, a nie tendencji wolnorynkowych!)

Czy w interesie mieszkańców, z których część jest przecież przedsiębiorcami, płacącymi często dużo większe podatki niż supermarkety: CIT, ale wielu PIT!

 

Jest to niezmiernie ważne, bo udział Włocławka w podatku PIT, płaconym przez mieszkańców, wynosi prawie 50% (39,34 jako gmina, 10,25% jako powiat), natomiast udział Włocławka w podatku CIT to zaledwie około 8% (6.71% jako gmina, 1.40% jako powiat).

Z podatku PIT Włocławek ma około 120 milionów złotych, z podatku CIT – zaledwie 10 milionów.

 

Pomijam tu wiele innych kwestii, jak wysysanie przez supermarkety pieniędzy z Włocławka na zewnątrz; supermarket można bowiem porównać do odkurzcza, który wsysa pieniądze i transferuje je najczęściej za granicę.

 

Lokalny przedsiębiorca natomiast dużą część zarobionych pieniędzy z reguły wydaje lokalnie – na miejscu.

 

Każdy więc, kto sprowadza do Włocławka kolejne markety i niszczy lokalną przedsiębiorczość , TYM samym działa na szkodę mieszkańców i NISZCZY MIASTO!

 

Zapytałem "Pana Maciaka", jakie ma wykształcenie, "co skończył"?

Do tego momentu nie odzywałem się i słuchałem jego nadętych tyrad, więc moje pytanie niemal go zamurowało.

Gdy już doszedł do siebie, to poinformował, że on już od wczesnej młodości zajął się zarabianiem pieniędzy i nie miał czasu na studia.

 

Dziwaczny argument, bo – dla przykładu - ja drugie studia (prawnicze) rozpocząłem

i skończyłem właśnie po to, aby jako przedsiębiorca być bardziej niezależny i aby pewnie poruszać się w gąszczu przepisów.

 

Kusiło mnie, aby zapytać o maturę, ale... powstrzymałem się.

Za to poinformowałem Pana Maciaka, że jakiś czas temu, przez krótki okres, byliśmy sąsiadami – na Okrzei.

 

To już go wyprowadziło z równowagi.

Zaczął krzyczeć, że on już nie jest "chłopaczkiem z Okrzei" (dziwny wyskok – bo ja tego nawet nie zasugerowałem), że ja chyba nie wiem, kim on teraz jest!

I zaczął opowiadać, że to on zapewnił (dzięki swojej stacji) jednemu z lokalnych posłów PIS wygraną na drugą kadencję, że to on stworzył obecnego "włodarza" miasta, a potem gdzie on nie był w Warszawie z tym "włodarzem" itp. itd.

 

Niesamowity kabaret!

 

Kiedy już nieźle się zapowietrzył, zadałem mu pytanie o pochodzenie i rodzinę, bo – bez względu na to, co poniektórzy twierdzą – najczęściej nie pozostają one bez wpływu na postawy życiowe danych osób: polecam zapoznanie się z życiorysami czołowych postaci z KOD-u.

 

Dowiedziałem się, że od wielu, wielu lat żyje w partnerskim związku z Panią (podał nazwisko), która jest radcą prawnym w Urzędzie Miejskim (nie sprawdzałem).

Na pytanie, czy nie kłóci się to z jego deklarowaną niezależnością od obecnego "włodarza", udowadniał, że Pani jest tam tak niezbędna, że nie ma to wpływu na jego kandydowanie itd., itp.

 

Nie wiedział, co ja wiem, więc... opowiedział też o pochodzeniu przodków z jednej strony swej rodziny, a także ciekawe rzeczy o "osiągnięciach" (części?) swej rodziny w okresie PRL-u (znowu chciał się pochwalić!).

M. Maciak w tym tygodniu zapowiedział start w wyborach, więc to samo pytanie zostanie mu zadane po ewentualnym zarejestrowaniu jego kandydatury.

Ciekawe, co wtedy odpowie: czy powtórzy to samo, co na tamtym spotkaniu?

 

Spotkanie byłoby zwykłym zmarnowaniem czasu, gdybym się tak nie uśmiał (rzecz jasna nie otwarcie), jak się uśmiałem.

Z ciekawości obejrzałem też "dokument" o drodze w Michelinie, którym chwalił się M. Maciak w trakcie spotkania – że tak strasznie "dowala" w nim obecnemu "włodarzowi" i że jest on gotowym materiałem dla prokuratury.

Byłem ciekaw, dlaczego M. Maciak nie złożył zawiadomienia do tej prokuratuty, bo, bazując na jego stwierdzeniach – powinien.

 

Rzecz, o której można by powiedzieć w 5 minut, czyli spartaczone wykonanie ulicy, wałkowana była w nieskończoność.

Zmusiłem się, aby obejrzeć całość, ale po 10 minutach była to już tylko męczarnia

wysłuchiwania przemyśleń na poziomie licealnym, wygłaszanych nadętym, egzaltowanym głosem tak, jakby "redaktor" "odkrywał Amerykę".

(ot taka kiepsko podrobiona kopia płyty, która osłuchała się już nawet w oryginale)

 

Poza samym stwierdzeniem faktu, niczego sensownego więcej w tym "dziele" nie było.

Odniesienia do obecnego "włodarza" miasta miały natomiast pokazać, że M. Maciak "walczy z obecnym układem", a więc – że jest wobec niego w kontrze.

Może niektórzy dali się na to nabrać, ale "dzisiaj" "wyszło już szydło z worka"!

(O czym dalej)

Cała uknuta strategia legła bowiem w gruzach!

 

Ponad miesiąc temu (17 lipca) wygrałem miażdzącą przewagą prawybory w ruchu Kukiz'15 we Włocławku i zostałem jego kandydatem do funkcji Prezydenta Włocławka.

Tak, jak wszyscy wiedzą, ruch Kukiz'15 czekał na – zgodne z prawem - rozpoczęcie kampanii wyborczej i dopiero wtedy miały być też ogłoszone publicznie kandydatury tego ruchu na prezydentów, burmistrzów, ewentualnie wójtów.

Rzecz jasna, wkrótce fakt ten był "tajemnicą poliszynela" – w tak dużym gronie tajemnicy nie uda się zachować: ktoś opowie w domu, ktoś z rodziny tego "kogoś" powie dalej i... tak dalej.

 

10 sierpnia odbyło się w sali konferencyjnej na przystani przy Piwnej spotkanie z posłami Kukiz'15 : Panią Agnieszką Ścigaj i Panem Pawłem Szramką.

Na spotkaniu tym – rzeczywiście niczym Filip z konopii – wyskoczył M. Maciak i najpierw wywrzaskiwał bzdety o tym, że Kukiz'15 to taka sama partia jak PO i PIS, a potem... sam sobie zaprzeczył.

Trzymając w garści kartki papieru z wydrukiem, co miało dowodzić jego (rzekomej) dziennikarskiej rzetelności, zaczął wywrzaskiwać, czy "Kukizowcy wiedzą, kogo wybrali jako swego kandydata na prezydenta?"

Oraz, że (cytat) "pluję na jow-y" i krytykuję Pawła Kukiza.

 

Biedaczyna nie zauważył, że tym samym sam siebie ośmieszył – nikt przy zdrowych zmysłach nie uwierzy, że w takiej wodzowskiej formacji jak PIS, gdzie (jeszcze chyba nadal, chociaż podobno coraz mniej jest w stanie) o wszystkim decyduje jeden facet i w takiej kiedyś podobnie wodzowskiej (za Tuska) a teraz oligarchicznej formacji jak PO, odbywają się podobne prawybory!

 

A tym bardziej – że kandydatem tych formacji może być facet, który ma "poglądy", a tym bardziej poglądy różne (w pewnych kwestiach) od oficjalnej, odgórnie ustalonej "linii" partii.

A krytyka pod adresem leadera?

 

W trakcie wspomnianych wcześniej prawyborów, wszyscy jej uczestnicy wiedzieli o mojej stronie internetowej www.grudzieckidariusz.pl.

Są na niej – między innymi - linki do portali internetowych, na których publikuję swoje teksty.

W tym wszystkie teksty, z których – wyrwane z kontekstu – fragmenty wywrzaskiwał na spotkaniu M. Maciak.

 

Nie jestem zwolennikiem "jow-ów" przy obecnym ustroju opartym na partiach politycznych, z których te z nich: skupiające środowiska wywodzące się ze SPISKU okrągłostołowego, to de facto MAFIE POLITYCZNE okradające NAS – obywateli, okradające NAS – Polaków z NASZYCH praw politycznych: do faktycznego, ciągłego i stałego decydowania o NASZYM kraju.

 

Przy ordynacji wyborczej opartej czysto (tylko) na "jow-ach" nie da się też zagwarantować obywatelom MATERIALNEJ RÓWNOŚCI ich głosów.

Obywatele mają, co prawda, każdy - tak samo - jeden głos, ale ich głosy nie mają RÓWNEJ "wagi".

 

Więcej o tym w tekstach dostępnych, na przykład, tu:

  1. https://www.mpolska24.pl/blog/demokracja-czy-postmonarchia

  2. http://naszeblogi.pl/user/3802/wpisy

  3. https://www.salon24.pl/u/grudziecki/

 

W książce, którą wydałem w 2013 roku, pt. "Demokracja" przedstawiłem projekt ustroju, którego elementami są nie-partyjna Wielka Izba Poselska (460 posłów), będąca najwyższą "instancją" ustawodawczą i kontrolną oraz Mała Izba Poselska (100 posłów) - wyłaniająca rząd.

 

Przy takiej konstrukcji wybory do Małej Izby Poselskiej mogłyby być oparte

o "jow-y" (na przykład w "jednostopniowym" "systemie brytyjskim", bo "dwustopniowy" "system francuski" jednak bardziej sprzyja korupcji politycznej).

Więcej w tekście: https://www.mpolska24.pl/post/10932/kleska-frontu-narodowego-czy-totalna-kompromitacja-francji

A dlaczego?

Bo "jow-y", szczególnie typu "brytyjskiego", budują system dwupartyjny, a więc dający raczej stabilny rząd.

 

Stabilny rząd - jest to niepodważalna wartość.

Pod jednym warunkiem – że obywatele mają nad nim kontrolę, a do tego ma służyć właśnie Wielka Izba Poselska.

Posłowie do tej Izby wybierani byliby w relatywnie małych okręgach wyborczych, takich np. jak obecne okręgi wyborcze do senatu (100 okręgów).

Mandat uzyskiwaliby ci, którzy zdobyliby kolejno najwięcej głosów.

 

Wbrew wrzaskom M. Maciaka – "nie pluję" więc na "jow-y", ale analizuję je pod kątem ich przydatności dla zbudowania ustoju, w którym faktyczną władzę mają obywatele (mieszkańcy).

Co więcej, widzę nawet możliwość wykorzystania do tego "jow – ów"!

Co jeszcze więcej - nawet w obecnym patologicznym ustroju, jeśli są jednym z elementow ordynacji wyborczej: http://naszeblogi.pl/55495-ordynacja-wyborcza-ja-decyduje

Ale tego tekstu już M. Maciak na powyżej wskazanym spotkaniu nie zacytował!

Takie to więc "dziennikarstwo" – "putinowskie"!

 

Różnie się więc – do pewnego stopnia – z "kukizowcami" jeśli chodzi o postrzeganie "jow-ów", ale jest to jedynie "drobiazg" dotyczący potencjalnego "narzędzia" do naprawy systemu.

Za to łączy nas przekonanie:

  1. że ustrój w którym żyjemy jest PATOLOGICZNY;

  2. że elementem naprawy tego ustroju musi być zmiana ordynacji wyborczej,

    odbierającej MAFIOM politycznym ich – uzurpowaną sobie – pozycję w państwie;

  3. że państwo ma służyć obywatelom, a nie tym MAFIOM POLITYCZNYM, na wyrost nazywanym "partiami politycznymi".

 

Co więcej, w w/w książce pt. "Demokracja" piszę o PRAWIE obywateli nie tylko do wybierania faktycznie swych posłów, ale – i ich ODWOŁYWANIA w trakcie kadencji (podobnie jak radnych).

Powtórzyłem to w wielu tekstach, na przykład, w tym:http://naszeblogi.pl/55380-obalmy-kuzwa-ten-ustroj-cz2-poslow-powoluje-odwoluje

 

 

Ruch Kukiz'15 od pewnego czasu dołączył ten "postulat" do swego programu.

Więc, "Panie Maciak", dlaczego nie miałbym współpracować (a to jest "słowo – Klucz" – opisujące istotę moich relacji z "kukizowcami") z ludźmi, którzy domagają się tego, co ja sam postuluję od kilku lat?

 

Zresztą, czy w wyborach do Rady Miasta Włocławka są "jow-y"?

 

A z "kukizowcami", tu na miejscu, łączy nas – nie tylko mnie, ale także osoby z innych ugrupowań politycznych i stowarzyszeń o charakterze społecznym, z którymi wspólnie tworzymy "koalicję", która wystawi listy kandydatów na radnych pod "szyldem" KWW Kukiz'15 – bardzo wiele.

 

Po pierwsze, wspólna ocena "dokonań" lokalnych aparatczyków MAFII politycznych, którzy wspólnie zdegradowali Włocławek!

 

Po drugie – przekonanie, że Włocławek musi być w końcu faktycznie własnością mieszkańców; to mieszkańcy powinni sprawować władzę w mieście i powinni mieć do tego narzędzia – "włodarz" miasta jest tylko "zarządcą" ("funkcja", a nie "stołek"! ).

 

Więcej w tekście: "Kłamią, partaczą, ponoć kradną... Tylko PEŁNA JAWNOŚĆ!"

( https://www.mpolska24.pl/post/16587/klamia-partacza-ponoc-kradna-tylko-pelna-jawnosc)

 

Po powyżej opisanym spotkaniu spytałem osoby z Kukiz'15, dlaczego M. Maciak tak bezpardonowo i tendyncyjnie - wbrew elementarnym zasadom "sztuki dziennikarskiej" – zatakował ruch Kukiz'15?

(Bo mnie – choć nie padło moje nazwisko – M. Maciak zrobił jedynie darmową reklamę, a przy tym podsycił zainteresowanie: kto jest kandydatem Kukiz'15!)

 

I co się okazało: jakieś pół roku temu (mniej więcej) M. Maciak próbował namówić osoby z ruchu Kukiz'15 do poparcia swojej kandydatury na "Prezydenta Włocławka"!

Miał pecha – zbyt silne było przekonanie, że jest jedynie "farbowanym lisem", który ma zrezygnować tuż przed samymi wyborami, aby tym samym jedyna formacja, która może zagrozić obecnemu UKŁADOWI w mieście – wymieniającemu się stołkami – przestała być zagrożeniem (w wyborach "na prezydenta") i aby była dużo mniejszym zagrożeniem (w wyborach do Rady Miasta).

 

Wtedy było to jedynie przeświadczenie pewnego kręgu osób – dzisiaj, po kolejnych atakach "antysystemowca" (w cudzysłowie) M. Maciaka, na NIEPARTYJNY krąg osób idących do wyborów pod szyldem Kukiz'15, to przeświadczenie graniczy z pewnością!

 

I z tej perspektywy warto wrócić do przywołanego wcześniej materiału CW24 o wadach w wykonaniu ulicy w Michelinie.

Ten niby - dokument, podobnie jak kilka innych, np. dotyczący Hali Widowiskowo-Sportowej był jedynie na tyle odkrywczy, aby podtrzymać opinię o M. Maciaku jako antysystemowcu, który kiedyś "dowalał" poprzedniemu włodarzowi miasta

(rzecz jasna, w interesie tych, którzy wsparli pieniądzmi publicznymi jego "stacyjkę" – a nie ma to wtedy nic wspólnego z rzetelnym, obiektywnym dziennikarstwem),

a teraz "dowala" obecnemu "włodarzowi".

 

Oczywiście, nawet gdyby M. Maciak miał zamiar złożyć zawiadomienie do prokuratury – a jestem przekonany, że nie miał – i złożył takie zawiadomienie,

to najprawdopodobniej skończyłoby się ono niczym.

Bo najprawdopodoniej – FORMALNIE – w papierach "wszystko gra".

 

Za "rządów" PO było, co najmniej, kilkadziesiąt wielkich afer.

I co?

Prawie nic!

Jak na razie, w aresztach siedzi trochę "płotek".

I to wszystko!

A o prawomocnych skazaniach "przekrętasów" z "górnej półki" Polacy mogą jedynie marzyć.

Bo w "papierach wszystko gra"!

Bo przepisy, które decydują o tym, że w "papierach wszystko gra"napisali SOBIE SAMI: PO, PIS, PSL, SLD.

W moim ostatnim tekście (https://www.mpolska24.pl/post/16587/klamia-partacza-ponoc-kradna-tylko-pelna-jawnosc) pokazałem to na przykładzie z Włocławka.

 

Oto fragment z tego tekstu:

"W ramach wspomnianej powyżej budowy przystani (mariny) jednym z wielu elementów był zakup specjalistycznych łodzi wioślarskich.

Łodzie te nie zostały zakupione jednak bezpośrednio od jedynego ich dostawcy na Polskę, ale za pośrednictwem pewnej firmy.

 

Za łodź tzw. "jedynkę", kosztującą u dostawcy 18 tys. zł miasto (a w rzeczywistości MIESZKAŃCY WŁOCŁAWKA) zapłaciło 37 tys. 600 zł za każdą sztukę.

 

Za łodź tzw. "dwójkę", kosztującą u dostawcy 29 tys. zł miasto (a w rzeczywistości MIESZKAŃCY WŁOCŁAWKA) zapłaciło 67 tys. 300 zł.

 

Za łodź tzw. "czwórkę", kosztującą u dostawcy 48 tys. zł miasto (a w rzeczywistości MIESZKAŃCY WŁOCŁAWKA) zapłaciło 94 tys. 877 zł.

 

Oczywiście, wszystko okazało się "legalne".

Nie ma bowiem w przepisach zakazu kupowania przez jakieś firmy tego, co można kupić bezpośrednio.

Żaden przepis nie określa też, jakie mogą być maksymalne marże.

 

A to, że nie było potrzeby kupowania przez firmę pośredniczącą?

Błąd!

To my – mieszkańcy, właściciele miasta, nie widzimy takiej konieczności!

Ci, którzy powinni być, między innymi, STRÓŻAMI NASZEJ KASY, jak widać choćby na tym przykładzie, orientują się inaczej."

 

Ilu mieszkańców Włocławka miało o tym wiedzę?

Prawie nikt, bo (prawie) nikt z mieszkańców nie miał i nie ma BEZPOŚREDNIEGO (za pośrednictwem internetu) dostępu do dokumentów, dotyczących tego FAKTU!

I to jest to ogromne zagrożenie dla obecnego UKŁADU (podobnie jak też poprzednich) – łatwodostępna WIEDZA mieszkańców o poczynaniach "włodarzy"!

 

Projekt M. Maciaka – "antysystemowego" "kandydata na prezydenta" legł w gruzach.

 

I znowu – jak "za starych dobrych czasów" – w ostatnim swym pseudo-reportażu M. Maciak znowu "ręka w rękę" działa z ludźmi posadzonymi na stołku w Urzędzie Miejskim przez "włodarza", którego M. Maciak podobno, jak sam stwierdził: "stworzył"!

(No, no – trzeba mieć mniemanie o sobie!)

 

M. Maciak w tym swym pseudo – reportażu wygłasza najpierw kilka pseudo- rewelacji.

  1. I. Przywołuje moje kandydowanie, jako kandydata PO, "na Burmistrza Brześcia Kujawskiego" w 2010 roku.

     

Fakt startu w tamtych wyborach jest powszechnie znany - nigdy tego nie kryłem.

 

Miałem i mam poglądy: pro-obywatelskie, patriotyczne, wartości narodowe są dla mnie bardzo ważne (gdzieś około 99% obywateli Polski to przecież MY – "etniczni" Polacy), a ze względu na to, że przez 19 pierwszych lat mieszkałem na wsi a potem przez czas pierwszych studiów utrzymywałem się sam pracując fizycznie – identyfikuję się nie z "elytami", ale z tymi, którzy na swoje utrzymanie pracują używając swoich rąk i/lub swojej głowy, czyli z... LUDEM!


Niestety, po poprzednich rządach PIS-u, dałem się nabrać P(artii) O(szustów), że będzie pro-obywatelską alternatywą dla tamtej formacji i.... "wdepnąłem w" PO.

Po rozpoznaniu środowiska, szybko stamtąd wyskoczyłem – de facto jeszcze przed wyborami samorządowymi 2010 roku (o czym dalej), a formalnie po tamtych wyborach - i skrupulatnie "wyczyściłem buty".

 

Oto pierwsze moje teksty napisane na samym początku mojej działalności publicystycznej:

(Wcześniej byłem skoncentrowany na pisaniu książek: napisałem trzy o charakterze naukowym, jedną o charakterze publicystyczno-naukowym, a obecnie piąta, dwutomowa o charakterze naukowym jest w przygotowaniu; są one dostępne w Bibliotece Narodowej, w bibliotekach uniwersyteckich... https://chamo.buw.uw.edu.pl/search/query?term_1=grudziecki+dariusz&theme=system)

  1. <<"Pisiora" Goń? Goń! "Platformersa" goń? Goń! Złodzieja goń?>>

    https://www.salon24.pl/u/grudziecki/526810,pisiora-gon-gon-platformersa-gon-gon-zlodzieja-gon

  2. <<"Pisiora" Goń? Goń! "Platformersa" goń? Goń! Nieuków goń? Oj, goń!>>

    https://www.salon24.pl/u/grudziecki/527012,pisiora-gon-gon-platformersa-gon-gon-nieukow-gon-oj-gon

     

Oczywiście, M. Maciak, który prześwietlał moje teksty na potrzeby swojego "wystąpienia" w przystani, tego (niby) nie doczytał.

 

Tak samo, jak zapomniał powiedzieć, że owszem byłem kandydatem z listy PO, ale z poparciem mojego Stowarzyszenia "Samorządność".

(http://wybory2010.pkw.gov.pl/geo/pl/040000/041804.html#tabs-5)

Tylko dzięki osobom zrzeszonym w tym stowarzyszeniu mogłem prowadzić jakąś kampanię, bo "koledzy" z koła PO – którzy sami bali się startować przeciw urzędującemu Burmistrzowi - w trakcie kampanii okazali się w sporej części zwykłymi pospolitymi szujami i zakulisowo wspierali mojego kontrkandydata, z którym tworzą teraz jedną paczkę we Włocławku.

 

Brześć Kujawski w 2010 roku był gminą zadłużoną w stopniu (czyli procentowo) porównywalnym z Włocławkiem dzisiaj.

Przed wyborami w "strategicznych miejscach" gminy pojawiały się koparki, gdzieś tam zrobiono kawałek chodnika, czy pół uliczki.

Wszystko, aby pokazać, że Burmistrz jest aktywny.

 

Oczywiście krytykowałem to "w czambuł".

Mówiłem też, że:

  1. Brześć nie wykorzystuje swojego potencjału związanego z planowanymi dwoma zjazdami z autostrady A-1 (Włocławek ma podobny potencjał, ale o tym napiszę około za 3 tygodnie);

  2. trzeba postawić na dużo większe pozyskiwanie środków unijnych, środki własne przeznaczając na wkład do takich projektów;

    (a np. pływalnia "Delfin" jest "remontowana" ze środków własnych miasta)

  3. warto się dogadać z koleją, przejąć tereny po wąskotorówkach i wybudować ścieżki rowerowe, aby ludzie nie ginęli na szosach.

     

Burmistrz, zamiast występować z jakąś kłamliwą kontrą, słuchał, słuchał, słuchał.

I wszystkie te postulaty zrealizował.

Wystarczy pojechać do Pikutkowa, czy na Machnacz!

Dla mnie to niebywała satysfakcja, bo – nie wygrałem, na co nie było wtedy szans – ale główne punkty mojego programu zostały zrealizowane.

 

O tym, jak Burmistrz wsłuchiwał się w krytykę z mojej strony świadczy, trochę nawet anegdotyczny, FAKT, że kiedy zauważyłem, iż na stronie Urzędu Miejskiego jest zakładka zatytułowana: "Dla petenta" i wyśmiałem to opisując w internecie, to nie minęło 2 tygodnie i ta sama zakładka nosiła już tytuł: "Dla interesanta"!

 

Chciałbym, aby Prezydent Miasta Włocławka tak samo zareagował na opisywaną przeze mnie skandaliczną obsługę mieszkańców w Wydziale Komunikacji!

(Będę tam znowu za jakiś tydzień).

 

  1. Maciak, przywołując wybory z 2010 roku, podał tylko jeden fakt nie

ZMANIPULOWANY – sam fakt mojego udziału w tych wyborach.

 

Wszystko inne jest zwykłą prymitywną MANIPULACJĄ, czyli de facto KŁAMSTWEM, co dyskredytuje go nie tylko jako dziennikarza (bo nim nie był i nie jest – nie ma do tego żadnego przygotowania), ale dyskredytuje go to nawet jako "domorosłego" dziennikarza – bo taki powinien mieć świadomość swych braków, ułomności i tym samym powinien dokładać dużo większej staranności i być duzo bardziej ostrożnym w osądach innych.

 

Otóż ten "dziennikarz" (z powyższych względów wszędzie w tym tekście i we wszystkich kolejnych - w cudzysłowie) nie podaje, że:

  1. byłem TRZECI;

  2. zdobyłem 9.08% głosów;

  3. zdobyłem 382 głosy na 4208 oddanych głosów.

(http://wybory2010.pkw.gov.pl/geo/pl/040000/041804.html#tabs-6)

 

Biorąc pod uwagę, że w tych wyborach:

  1. byłem atakowany jako "facet z Włocławka";

  2. nie mam rodziny w tej gminie;

  3. nie mam kolegów z podstawówki, ze szkoły średniej, czy z podwórka w tej gminie;

  4. "koledzy" z PO próbowali "wbić mi nóż w plecy",

to całkiem niezły wynik, jeśli połączymy to z opisanym powyżej FAKTEM,

iż Burmistrz, który pozostał na następną kadencję (i kolejną w 2014 roku), mój program zrealizował!

 

Otóż ten "dziennikarzyna", zamiast podać FAKTY, puszcza w eter przekaz, że zdobyłem 380 głosów na 9 tysięcy – uprawnionych do głosowania!

Z których większość, bo ok. 55% do wyborów nie poszła!

 

B. Tyle samo są warte pozostałe "rewelacje" M. Maciaka na temat mojej osoby.

  1. KŁAMIE insynuując, że moja działalność nie przetrwała na "wolnym rynku" (może teraz się dokształci, co to jest ten mityczny "wolny rynek").

 

Po skończeniu w 2008 roku drugich studiów (prawniczych, na UMK – pierwsze w 1990 roku na Uniwersytecie Warszawskim, "podyplomówka" w 2010 roku na SGGW) zmieniłem profil działalności firmy i otworzyłem biura nieruchomości: jedno we Włocławku na Placu Wolności w Kamienicy Saskiej, z dużym banerem na balkonie, drugie natomiast w Warszawie, 50 metrów od stacji metra Pole Mokotowskie (Skrzyżowanie Al. Niepodległości i Rakowieckiej).

 

Wraz z rozwojem internetu (określonych narzędzi internetowych) korzystanie z tych lokali okazało się jednak niepotrzebne i nieopłacalne, a dużo bardziej efektywna okazała się działalność mobilna.

I tak jest do dzisiaj!

 

Ktoś, kto się powołuje na "wolny rynek" powinien mieć to minimum wiedzy, że elastyczność w dostosowywaniu się do zmieniających się okoliczności jest fundamentem przetrwania na tym rynku.

 

No, ale cóż – M. Maciak utrzymuje swój "byznes" w jakiejś części (jakiej - ?????) z reklam ze spółek miejskich, na styku "byznesu" i "polityki", więc potrzebna mu jest zupełnie inna "wiedza"!

 

Owszem, obecnie nie chce mi się już pracować po 15 godzin dziennie i więcej! (cóż – ma się te 53 lata), ani jeździć dzień w dzień po 500 – 700 kilometrów.

Córki są wykształcone i samodzielne, ja mam gdzie spać i co jeść, mogę więc dużo więcej czasu poświęcić teraz na zupełnie inną działalność, która mnie pasjonuje, w tym na swoją działalność publicystyczną.

 

  1. M. Maciak zaczyna swoje "rewelacje" na mój temat stwierdzeniem, że jestem "mieszkańcem wsi Wieniec" (z położeniem akcentu na słowo "wsi").

Jestem zarówno mieszkańcem Włocławka, jak i mam działkę z domem we "wsi Wieniec".

Mieszkam, gdzie mi wygodniej w danym momencie i M. Maciakowi nic do tego.

W Wieńcu mam zameldowanie na pobyt czasowy, we Włocławku na pobyt stały.

 

Jedno jest prawdą, rzeczywiście mieszkając we Włocławku ten dom wybudowałem: tzw. sposobem gospodarczym, wykonując bardzo wiele prac sam (ocieplenia, prace w karton gipsie, malowania itd.) lub przy pomocy brata (położenie gontu na dachu).

 

Jak się domyślam, takie umiejętności także M. Maciakowi są zupełnie obce.

I dlatego to jest jedna z przyczyn, dlaczego musi tak mi zazdrościć posiadania działki z domem!

 

I w końcu doszliśmy do kluczowego fragmentu tego tekstu: dlaczego i po co

M. Maciak tak prymitywnie MANIPULUJE i KŁAMIE?

 

Odpowiedź jest bardzo prosta:

  1. mści się za niepowodzenie planu zostania "kandadatem na prezydenta" ruchu Kukiz'15; najprawdopodobniej w określonym celu;

  2. bo jest w totalnej PANICE, podobnie jak urzędująca "władza".

 

On boi się utraty reklam ze spółek miejskich, bez których być może jego "firemka" już wypadłaby z rynku!

 

Władza panicznie boi się tego, czego się domagam: pełnej JAWNOŚCI (TRANSPARENTNOŚCI) funkcjonowania Urzędu Miasta, w tym pełnej JAWNOŚCI zamówionych inwestycji, a także pełnej JAWNOŚCI FUNKCJONOWANIA SPÓŁEK miejskich.

Dlaczego?

Ano dlatego, że jeżeli są gdzieś nieprawidłowości (a może i coś więcej) – to raczej nie na tam, gdzie istnieje już dzisiaj obowiązek publikowania w internecie określonych informacji (etap zamawiania inwestycji), ale tam, gdzie mieszkańcy nie mają dostępu przez internet do informacji (czyli na etapie REALIZACJI inwestycji), w spółkach miejskich itd.

 

W tym samym dniu, kiedy odbyła się konferencja prasowa, na kilku portalach internetowych, ale także w wielu włocławskich grupach na Facebooku opublikowałem tekst: "Kłamią, partaczą, ponoć kradną... Tylko PEŁNA JAWNOŚĆ!"

(https://www.mpolska24.pl/post/16587/klamia-partacza-ponoc-kradna-tylko-pelna-jawnosc)

Już nie w sposób "sygnalizacyjny", ale bardziej rozbudowany opisałem w tym tekście właśnie konieczność pełnej JAWNOŚCI w funkcjonowaniu samorządu, obrazując to przykładami z Włocławka.

 

Nie ma możliwości, aby ktoś, kto podaje się za dziennikarza, a szczególnie ktoś, kto aż tak interesuje się moją osobą, tego artykułu nie zauważył.

W "reportażu" M. Maciaka nie ma na ten temat nawet śladu!

 

A co jest!

Kolejne MANIPULACJE!

 

Na konferencji prasowej mówiłem, że we Włocławku od prawie 30-lat rządzi ten sam partyjny układ, który niszczy miasto: SLD – PO - PIS.

PO to wcześniej UW i UD.

PIS to wcześniej PC, które było częścią AWS.

 

U M. Maciaka to wycięte.

 

Na konferencji mówiłem, że:

  1. efektem takich rządów jest około 300 milionów długu, co stanowi mniej więcej roczny dochód miasta, jeśli nie liczymy "pieniędzy znaczonych": na subwencję oświatową i na pomoc społeczną;

  2. tereny po jednostkach wojskowych, na których powinny powstawać otwarte, zielone osiedla, złożone z budynków wielorodzinnych, sprzedawane są pod

    supermarkety, tak, jak teraz przy ulicy Długiej;

  3. przykładem traktowania mieszkańców przez "władzę" może być to, co dzieje się w Wydziale Komunikacji.

 

Dwie pierwsze informacje zostały wycięte, przez co widz mógł odnieść wrażenie, że moje postulaty pełnej JAWNOŚCI i włączania mieszkańców w zarządzanie miastem, o których mówiłem dalej, odnoszą się właśnie do "obrazu" z Wydziału Komunikacji.

 

Prymitywna manipulacja "nożyczkami"

 

Ale komentarz M. Maciaka do sytuacji w Wydziale Komunikacji i wyjaśnienie, dlaczego nic od 30 lat z tą sytuacją "władza" nie robi – powala z nóg.

 

Potem M. Maciak, chcąc skontrować mój postulat PEŁNEJ jawności, przywołuje sytuację z okresu rządów Prezydenta Pałuckiego i... chwali obecnego "włodarza".

Za tamtego było – mówiąc obrazowo – "szambo", a obecny "włodarz" trochę je oczyścił (bo narzuca to ustawa o dostępie do infomacji publicznej – nie miał wyjścia i musiał to zrobić).

 

M. Maciak – czy pół "szamba" przestaje śmierdzieć?

 

I posiłkuje się wsparciem Wiceprezydent Miasta, jaki to ja jestem niezorientowany, bo mogę pójść do Urzędu i wnioskować o dostęp do określonych informacji.

 

Muszę przyznać – żałosna technika obrony.

Oczywiście – mam pełną świadomość, jakie mam prawa w zakresie dostępu do informacji publicznych, ale w moim postulacie PEŁNEJ JAWNOŚCI chodzi o dużo, dużo więcej!

 

Oto fragment ze wskazanego powyżej tekstu opublikowanego w tamtym dniu:

" Dzisiaj, co prawda, zgodnie z ustawą o dostępie do informacji publicznych, także możemy domagać się od urzędników informacji – trzeba mieć jednak dużą determinację i sporo czasu, aby zgromadzić pełną dokumentację dotyczącą tylko jednej inwestycji.

I nie możemy mieć przy tym pewności, że dotarliśmy do wszystkich istotnych dokumentów.

To skutecznie zniechęca prawie wszystkich mieszkańców.

 

Zupełnie inna sytuacja byłaby wtedy, gdyby wszystkie dokumenty dotyczące , na przykład, budowy wspomnianej wcześniej przystani, czy remontu wspomnianej wcześniej pływalni, dostępne byłby – w sposób przejrzysty i uporządkowany – w osobnych dla każdej inwestycji folderach na stronie Urzędu Miasta.

 

Niepotrzebne są nam kosztowne firmy audytorskie.

To my – mieszkańcy, siedząc sobie wygodnie w fotelu, możemy na swych komputerach być audytorami tego, jak urzędnicy, w tym w spółkach miejskich (komunalnych), zarządzają NASZĄ kasą. "

 

( https://www.mpolska24.pl/post/16587/klamia-partacza-ponoc-kradna-tylko-pelna-jawnosc)

 

I tego PANICZNIE boi się M. Maciak oraz obecna "władza" (i nie tylko)!

Dlatego też M. Maciak odrzuca – przy takim zagrożeniu – wszelkie pozory i już otwarcie wspiera obecnego "włodarza"!

 

Boją się, że jeżeli Włocławianie dadzą nam – kandydatom startującym z listy Kukiz'15 szansę – to opublikujemy w internecie, na stronie Urzędu Miasta, w OSOBNYCH folderach, w sposób przejrzysty, wszystkie dokumenty:

  1. dotyczące wszystkich obecnych największych inwestycji;

  2. wszystkich tych inwestycji wcześniejszych, które wciąż wywołują domysły, kontrowersje itd.

  3. wszystkie dokumenty dotyczące reklam kandydatów na prezydenta "sponsorowanych" przez spółki miejskie (chyba, że takowych nie ma, a co poniektórzy – chyba nadal jeszcze potencjalni - kandydaci opłacali określone

    reklamy z własnej kasy)

  4. no i oczywiście, wszystko co dotyczy relacji pomiędzy UM, spółkami miejskimi i WC24.

 

A oto propagandowe wypociny na zamówienie – nie polecam!

(https://www.youtube.com/watch?v=H1U4diFphZE&app=desktop)

 

..........................

 

PS. Inni muszą M. Maciakowi płacić za reklamę.

Ja mam ją za darmo.

"Brawo ja"!

 17 września - w 79 rocznicę bandyckiej napaści Rosji Sowieckiej na nasz kraj, składamy kwiaty pod pomnikiem w Parku Łokietka dla uczczenia ofiar tej agresji.