Czy 4 listopada Włocławianie chcą wybrać... Lubraniec?

Pan kandydat na Prezydenta Włocławka (bo taki jest jego status w tych wyborach samorządowych) Marek Wojtkowski ma hasło wyborcze: "Wybieram Włocławek".

Ja, jako napływowy Włocławianin – za "sprawą" rodowitej Włocławianki, czyli mojej żony – absolutnie w pełni rozumiem, że ktoś z danym miejscem może być związany "z wyboru", a nie "z urodzenia".

Co więcej, rozumiem też, że ktoś może być związany z więcej niż z jednym miejscem – na przykład jeśli ma się jakąś tam nieruchomość także poza Włocławkiem.

 

Jeżeli jednak ktoś deklaruje JAKO SWE GŁÓWNE PRZESŁANIE WYBORCZE: "Wybieram Włocławek" to minimum uczciwości polega na tym, że POWINIEN BYĆ TO FAKT, a nie jedynie wyświechtany slogan.

 

Na pseudo-debacie w Kujawskiej Szkole Wyższej, organizowanej przez Radio PIK, zapytałem Pana kontr-kandydata Marka Wojtkowskiego, że skoro wybrał sobie takie hasło wyborcze, to niech poinformuje, gdzie trafia około POŁOWY kasy z kwoty podatku dochodowego od jego pensji?

 

Pensji - na którą w ogromnym stopniu składają się mieszkańcy Włocławka, płacąc podatki we Włocławku, będąc tutaj ZAMELDOWANYMI!

Bo to ZAMELDOWANIE decyduje, do jakiego miasta/gminy trafi cześć podatku dochodowego danej osoby!

W przypadku miasta na prawach powiatu, którym jest też Włocławek, jest to aż około 50%!

 

Oczywiście, Pan Wojtkowski nie przyznał się, że SWOIMI PODATKAMI WSPIERA LUBRANIEC, a zasłonił się wyświechtanym argumentem, że skoro takie są przepisy, to on nie robi nic nagannego.

Oczywiście, w świetle przepisów – nie!

Ale – czy działa w zgodzie z interesami mieszkańców Włocławka?

 

Zgodnie z danymi zawartymi w Biuletynie Informacji Publicznej Pan Marek Wojtkowski, z tytułu pełnienia swej funkcji Prezydenta Włocławka, otrzymał z KASY miasta (Włocławka):

  • 125 tys. 606 zł w 2015 roku;

  • 155 tys. 873 zł w 2016 roku;

  • 167 tys. 918 zł w 2017 roku.

Danych za 2018 rok, oczywiście, jeszcze nie ma.

 

Jak widać "rozkwit" miasta i wzrost "dobrostanu" mieszkańców skutkował LAWINOWYM wzrostem wynagrodzenia Pana Marka Wojtkowskiego!

 

Od tych kwot podatek dochodowy za 2015 roku wyniósł około 28 tys. złotych, za 2016 rok – już ponad 37 tys. złotych, za 2017 – ponad 41 tys. złotych!

Za 2018 rok – dopiero się dowiemy.

 

Gdyby Pan Prezydent Wojtkowski był zameldowany we Włocławku, to około POŁOWY z tej kasy wróciła by do budżetu Włocławka.

Nie jest zameldowany – a dowodem wystarczającym jest tu fakt, że 21 pażdziernika nie mógł głosować we Włocławku.

KASA trafia więc tam, gdzie jest zameldowany; według powszechnej wiedzy (chyba zgodnej z faktem?) - do LUBRAŃCA!

 

Przy takim "stanie rzeczy" hasło wyborcze: "Wybieram Włocławek" nie jest już tylko pustym sloganem – jest kpiną z mieszkańców miasta!

 

Rzecz w tym, że nie tylko Pan Marek Wojtkowski zarabia we Włocławku, pełniąc swą funkcję w Urzędzie Miasta, a płaci podatki w innej miejscowosci!

W podobnej sytuacji jest wiele osób zatrudnionych nie tylko w Urzędzie Miejskim, ale także w SPÓŁKACH MIEJSKICH i w innych placówkach podległych miastu.

 

W skali roku przekłada się to już nie setki tysięcy, ale najprawdopodobniej na MILIONY złotych, które zamiast do KASY Włocławka – trafiają na zewnątrz!

I to w sytuacji, kiedy miasto zostało zadłużone na prawie 300 MILIONÓW ZŁOTYCH!

 

No, ale – zgodnie z rzymską paremią – "volenti non fit iniura"!

 

Obchody agresji na Polskę 1939 roku

pod pomnikiem okupanta!

(Tekst dostępny także, na przykład, tu: (link) "Obchody... ".

Wczoraj – 1 września 2018 roku – była 79 rocznica bandyckiej napaści Niemiec na Polskę!
I jednocześnie 79 rocznica rozpoczęcia barbarzyńskiego zabijania i mordowania Polaków/obywateli Polski i niszczenia naszego kraju.
Polska w okresie II Wojny Światowej poniosła - w stosunku do liczby ludności - NAJWIĘKSZE straty ludzkie oraz niewyobrażalne straty materialne.

Niemcy – o czym chyba wszyscy wiedzą (a jeśli nie – to POWINNI wiedzieć!) napaści na nasz kraj dokonali wraz z drugim agresorem: Rosją Radziecką, z którą kilka dni wcześniej uzgodnili nie tylko dokonanie tego barbarzyńskiego czynu, ale także szczegółowy podział między siebie polskich terytoriów.

(Był jeszcze trzeci agresor - Słowacja)


Skutkiem pośrednim tego niemieckiego najazdu z 1 września i rosyjskiego z 17 września 1939 roku było także powojenne zniewolenie Polski przez Związek Sowiecki - z wszelkimi tego skutkami, w tym z zabijaniem i mordowaniem polskich patriotów nie tylko przez okupanta, ale także przez, zainstalowaną przez tego okupanta w roli "władzy", "chazarokomunę".

(https://www.mpolska24.pl/post/15879/kim-byli-komunisci-mordercy-niezlomnych)

 

Wczoraj dla uczczenia pamięci o tamtych wydarzeniach w całym kraju odbywały się uroczystości i składano kwiaty dla upamiętnienia tych, którzy byli ofiarami agresji i okupacji oraz tych, którzy - w różnych formach - postawili temu najazdowi, rozpoczętemu 1 września 1939 roku, opór.

(Na przykład: http://ddwloclawek.pl/pl/15_fotorelacje/93_oficjalnie/11202_zlozenie_wiazanek_pod_pomnikiem_ak.html)

 

Niektórzy (?) jednak pamięć o tamtych wydarzeniach czcili dokładnie w tym samym miejscu, gdzie miało to miejsce do 1989 roku – pod pomnikami sowieckiego okupanta;na przykład pod pomnikami wdzięczności dla tego okupanta.

  1. http://ddwloclawek.pl/pl/11_wiadomosci/30692_tak_w_oc_awek_upami_tni_rocznic_wybuchu_ii_wojny_wiatowej.html)

Zresztą, wielu wczorajszych celebrantów to te same osoby, które pod tymi pomnikami świętowali w PRL-u!

 

Oczywiście – w miejscach tych nie stoją już obeliski z czerwoną gwiazdą oraz sierpem i młotem.

Czy aby na pewno?

 

We Włocławku w centralnym punkcie miasta stoi pomnik, szumnie nazywany "Pomnikiem Żołnierza Polskiego".

Własnie wczoraj pod tym pomnikiem oficjele z PO i SLD, ale także z PIS-u (w tym posłowie/posłanki – obecni i byli) oraz z innych formacji i "środowisk" – świętowali.

 

Pomnik ten ma cztery tablice: dwie gładkie i dwie z napisami.

Na południowej jest napis: "Żołnierzowi polskiemu walczącemu na wszystkich polach bitew - rodacy 1994".

Na północnej jest napis: "Tobie ojczyzno żołnierski trud"

 

A co jest pod tablicami?

Oryginalny pomnik wdzięczności dla armii radzieckiej!

(Aby nie szukać dalej - https://pl.wikipedia.org/wiki/Pomnik_%C5%BBo%C5%82nierza_Polskiego_we_W%C5%82oc%C5%82awku)

 

Gdyby zdjąć te – wyżej opisane tablice – to wciąż moglibyśmy oglądać socrealistyczne płaskorzeźby z 1950 roku, w tym polskiego żołnierza zbratanego z czerwonoarmistą, czy młodych ludzi ze sztandarem (wtedy jedynie słusznym)!

 

Szukałem, ale nie udało mi się znaleźć informacji, czy pod powyżej opisanymi tablicami, wciąż tkwi inskrypcja:

"Pomnik ten wzniesiony został w roku 1950 jako dowód wdzięczności mieszkańców Włocławka i powiatu za wyzwolenie spod jarzma hitlerowskiego przez bohaterską armię radziecką"

 

W ilu jeszcze miastach i miasteczkach w Polsce postkomuna podobnie ukrywa swoje symbole z przeszłości?

 

I pytanie drugie – czy obchody 17 września też odbędą się w tych samych miejscach?

 

PS. We Włocławku wczorajsze obchody pod pomnikiem wdzięczności dla armii czerwonej relacjonowały wszystkie lokalne media.

 

O złożeniu kwiatów pod "Pomnikiem Armii Krajowej" poinformował – na swojej stronie internetowej – jedynie "Dzień Dobry Włocławek".

 

"Przypadek?

Nie sądzę!"

(https://grudzieckidariusz.pl/mmaciak-reka-w-reke-z-postkomuchami---cw24-czy-wc24)

 

 

 

                                                                                                                                                                    27.08.2018 r.

    M. Maciak ręka w rękę z (post?)KOMUCHAMI – CW24 czy WC24?

 

Jak "wielkim" "redaktorem", "dziennikarzem", "ekonomistą" jest M. Maciak napisałem w poprzednim tekście, który był rekacją na jego PASZKWIL udający relację z konferencji Kukiz'15.

Oto link do mojego tekstu, zatytułowanego: "Władza" i M. Maciak w totalnej PANICE!" - https://grudzieckidariusz.pl/wladza-i-m-maciak-w-totalnej-panice

 

W tekście tym pokazałem też, że M. Maciak zakończył już spektakl polegający na dystansowaniu się od obecnego "włodarza" miasta (w określonych celach, o czym też napisałem)  i że teraz już "ręka w rękę" współdziała z urzędnikami wsadzonymi na stołek przez tego "włodarza".

Po co?

Aby bronić tego "włodarza"!

Bo – jego zdaniem – ten "włodarz" (którego niedawno jeszcze niby krytykował)  JEST wprawdzie KIEPSKI, ale jednak nie tak kiepski, jak nie tylko ja, ale duża część mieszkańców Włocławka sądzi i twierdzi.

 

A ja mam niezły ubaw z argumentacji M. Maciaka, która jest tego typu: za Pałuckiego było bagno, a obecny "włodarz" miasta trochę tego bagna wybrał.

 

Nawet jeśli rzeczywiście teraz jest to "pół bagna" (bo może bagno² ?) – to jednak nadal BAGNO!

 

No, cóż – PANICZNY strach przed utratą, z jednej stony: stołków, a z drugiej: KASY za reklamę z miejskich spółek (bez których – być może – "stacyjka" M. Maciaka już dawno przestałaby istnieć) zmusza do porzucenia pozorów.

I ZBLIŻA!

Tym bardziej, że dochodzą jeszcze przesłanki osobiste!

(Może o tym M. Maciak zrobi "reportaż?)

 

M. Maciak podobno – tak mi próbowano wmówić – to antysytemowiec, podobno nawet przymila się do środowisk narodowych (a to jest bardzo, bardzo zabawne – w pewnym kontekście!).

 

I ten "niby – antysystemowiec" ostatnio w swojej "stacyjce" specjalizuje się głównie w jednym: w SZKALOWANIU osób ze środowisk faktycznie pro-obywatelskich, patriotycznych i ceniących wartości narodowe, które tu, we Włocławku ze sobą współpracują i – czego PANICZNIE BOI się M. Maciak i "władza" – wspólnie zamierzają "iść do wyborów" pod szyldem KWW Kukiz'15.

 

Zobaczmy z kim to czyni.

W studiu wymienia się spostrzeżeniami - o "niesamowitej" wprost "głębi" politologicznej, socjologicznej, chciałoby się napisać filozoficznej, ale... dowcip też ma swe granice - z nobliwie i wiekowo wyglądającym "Panem": efekt – nawet płytki - ale musi być!

 

A jakież to informacje o tym "Panu" znajdziemy w katalogu zatytułowanym: katalog kierowniczych stanowisk partyjnych i państwowych PRL ?

 

Oto one:

"Członek PZPR od 7.03.1966. Członek ZMP. Członek ZMW. Dyrektor Przedsiębiorstwa Państwowego Gospodarstwa Rolnego (PPGR) w Suminie (1.01.1965-30.06.1968). Dyrektor PPGR w Steklinie (1.07.1968-30.06.1969). Dyrektor Stacji Nasienno-Szkółkarskiej w Suminie (1.07.1969-30.06.1975). Dyrektor Przedsiębiorstwa Hodowli Roślin Ogrodniczych w Świętosławiu (1.07.1975-30.01.1990). Źródła: Archiwum Agencji Nieruchomości Rolnych w Bydgoszczy, teczka osobowa, 1B/271 i 43; AP Toruń o. Włocławek, KW PZPR we Włocławku, 668/30, b.p.; KG PZPR we Włocławku, 896/14, b.p. "

A poniżej jeszcze takie informacje:

1. Członek egzekutywy Komtetu Gminnego PZPR we Włocławku - od 1983 roku.

2. Sekretarz  d/s rolnych Komtetu Gminnego PZPR we Włocławku - od 1984 roku.

 

Informacje te są dostępne publicznie.

Ciekawe, prawda?

(Post?)KOMUCH i "dyrektor z zawodu", przerzucany przez "matkę partię PZPR" z jednego stołka na drugi, co najwyżej! - "specjalista od buroli", jest partnerem M. Maciaka!

I "ekspertem" od wszystkiego!

 

"Przypadek?

Nie sądzę!"

 

A tak na poważnie – wiem, że to nie przypadek.

Ale może o tym opowie sam M. Maciak?

                                                                                                                                  26.08.2018 rok

"Władza" i M. Maciak w totalnej panice!

Nie oglądam CW24.

Owszem, zdrzyło mi się pewnie z kilkanaście razy włączyć ten kanał, by się przekonać, że... znowu lecą reklamy.

Co więcej – że są wśród nich reklamy spółek miejskich, za które de facto w ostatecznym rozrachunku płacą mieszkańcy: płacąc za wodę, ogrzewanie, śmieci....

Kiedyś, kiedy znowu przypadkiem przełączyłem na tę "stację", zobaczyłem "wywiad" redaktorki z "ekspertem", który "dowodził", że meteoryt nad Czelabińskiem został zestrzelony przez... kosmitów!

(https://www.youtube.com/watch?v=6K8mPeepfM4)

 

Wyleczyło mnie to skutecznie z interesowania się tą "stacją" do czasu, gdy zrobiło się o niej głośno w całej Polsce za sprawą odcinka z cyklu: "Musisz to wiedzieć" opowiadającego o separatystach z Donbasu.

Odnalazłem materiał w internecie i... ujrzałem facecika, którego już wcześniej kiedyś miałem okazję widzieć (o czym dalej).

Wyraźnie naśladując emfatyczny styl Wołoszańskiego dowodził, że na wschodzie Ukrainy nie ma żadnej interwencji Rosji.

"Prawie Wołoszański".

"Prawie" czasem robi jednak ogromną róźnicę – w tym przypadku: KOLOSALNĄ.

 

Byłem jednak pod wrażeniem "redaktorów"/kabareciarzy.

Tak się ośmieszyć, aby zdobyć (wątpliwej jakości) popularność i sprzedać trochę więcej reklam?

Pełne poświęcenie!

(https://www.youtube.com/watch?v=6ttgjaauFoU&feature=youtu.be)

 

 

Niektórzy dali się jednak nabrać i potraktowali "redaktorów" "śmiertelnie poważnie", zaliczając ich nawet do "V kolumny Putina": https://web.facebook.com/RosyjskaVKolumnawPolsce/posts/426158437554361?__xts__[0]=68.ARCbDhb7c2X7f77oLnD5nC3KpAgA5gGd5ie3JyvJ-gVGtg4zrxshJNhL0tiClqJbcHKFmNn-q0RGOHEd6B5rq9dXni33LdCWZPUcPs3riQN09DgZ_V-Y8JCYtebgxw-euPjGTzE&__tn__=K-R

 

Jedno pytanie na poważnie każdy Polak powinien im jednak zadać:

czy - zgodnie z zaprezentowaną przez "redaktorów"/kabareciarzy "logiką" -

RAŚ ("Ruch" Autonomii Śląska) lub Ukraińcy we Wrocławiu

(na przykład gdy będzie ich jeszcze więcej - bo już stanowią kilkanaście procent mieszkańców tego miasta), też mają "prawo" urządzić sobie "referendum" w sprawie odłączenia określonych terytoriów od Polski?

 

Wtedy poznałem nazwisko "faceta w okularach", ale nie wiedziałem jeszcze, że jest on właścicielem CW24 .

No i nie wiedziałem nic na temat kulisów początków tej stacji oraz KASY z funduszy wojewódzkich i unijnych (w 2010 roku – "rządy" PO w kraju i w województwie), za które, m.in., ona powstała.

 

Gdzieś w marcu tego roku zostałem zaproszony przez znajomego na spotkanie z lokalnym "byznesmenem", który – jego zdaniem – może być następnym Prezydentem Włocławka! Chciałem dowiedzieć się coś więcej: nazwisko, co robi ten kandydat itd., ale znajomy, pewnie dla pobudzenia mojej ciekawości, nic więcej nie chciał powiedzieć.

 

Poszliśmy z kolegą – obecnie już ze stowarzyszenia, w którym pełnię funkcję Wiceprezesa d/s organizacyjnych i prawnych.

Tak reklamowany kandydat się spóźniał, ale miła gospodyni, żona znajomego, poczęstowała nas dobrą kawą, więc nie wyszliśmy.

 

Kiedy minęło gdzieś z pół godziny od umówionego terminu spotkania, zamierzałem już wyjść, bo, po pierwsze, nie akceptuję spóźniania się (bez ważnej przyczyny), a po drugie, odebrałem to jako element niepoważnego traktowania potencjalnych partnerów w wyborach.

I wtedy – pojawił się Maciej Maciak.

W duchu parsknąłem ze śmiechu, nie chciałem jednak urazić znajomego, więc zachowałem powagę.

Został przedstawiony jako właściciel stacji CW24, co mnie zainteresowało, więc postanowiłem "dać się mu wygadać".

 

Pierwszy raz M. Maciaka "dane mi było ujrzeć" w 1999 roku, kiedy to w ramach swej firmy (zbudowanej od podstaw przez siebie), wtedy już produkcyjno – handlowej, otworzyłem drugi sklep detaliczny we Włocławku, a trzeci w ogóle.

Sklep ten, o powierzchni około 40 metrów, mieścił się na Okrzei,w budynku WZGS, naprzeciw Karczmy Kujawskiej. Jak się okazało – przez ścianę z podobnej wielkości sklepem z częściami samochodowymi.

 

Miałem już wtedy uruchomioną produkcję borderów, pod Łodzią i w Wasilkowie produkowano dla mnie, pod moją marką, kleje do tapet i borderów, organizowałem dystrybucję swych towarów na terenie całej Polski (finalnie około 300 odbiorców: sklepy i hurtownie) więc do sklepu na Okrzei zaglądałem raz-dwa razy w tygodniu

i to na krótko.

Za którymś razem zaciekawił mnie harmider dobiegający ze sklepu z cześciami samochodowymi, podniesione głosy, wyzwiska, w których słowo "głupiec" było jednym z najłagodniejszych.

 

Z ciekawości zajrzałem i zobaczyłem chuderlawego, niskiego facecika w okularach, który chroniony przez ladę arogancko udowadniał komuś, że tamten bezpodstawnie domaga się uznania reklamacji.

 

Gdy wszedłem do swego sklepu, dowiedziałem się, że dzieje się tak wcale często i że nawet "nasi" klienci zwracają na to uwagę.

Gdy tylko w tym samym budynku, ale 50 metrów dalej, zwolnił się 120-metrowy lokal, od razu się przeniosłem, aby uniknąć takiego sąsiedztwa i narażania swych klientów na oglądanie wyżej opisanych scen.

 

Kiedy, po kilkunastu latach, zobaczyłem M. Maciaka w CW24 to sądziłem, że klienci sklepu podziękowali mu za jego "obsługę", a on chałturzy udając "redaktora".

A tu taka niespodzianka – właściciel stacji!

(Teraz już wiem, jak ta '"stacja" powstała - na tamtym spotkaniu nie miałem tej wiedzy).

 

Kolega (ze stowarzyszenia) zadał "kandydatowi na prezydenta" pytanie, którego sens był taki: dlaczego mamy poprzeć jego kandydaturę?

I tu M. Maciak zaczał prawie krzyczeć, że gdyby był na naszym miejscu, to wyleciałby na ulicę i krzyczałby: "Maciak na prezydenta! Maciak na prezydenta!"

Na pytanie: "Dlaczego?", padło odpowiedź: "Bo to najlepsze dla Włocławka" i "Przecież to jasne!".

 

Padło pytanie, jaki jest jego program.

I usłyszeliśmy, że Włocławek może być miastem 200-tysięcznym, tak jak Toruń, trzeba tylko usunąć bariery dla przedsiębiorczości, nie krępować "biznesmenów", wzmacniać "wolny rynek"!

 

Gdy to usłyszałem, to moje pierwsze skojarzenie było z tymi lokalnymi biznesmenami, którzy - mając często powiązania z "władzami" miasta - przejęli ogromne połacie Włocławka i wysprzedają je pod markety.

Tereny, na których powinny powstać otwarte zielone osiedla, złożone z budynków wielorodzinnych, naturalnie spajające miasto w funkcjonalną całość!

 

Natomiast gdy słyszę brednie o "wolnym rynku", powtarzane w naszym kraju od trzydziestu lat, brednie, które były uzasadnieniem do zniszczenia i rozkradzenia dużej części naszego majątku narodowego – to robię się złośliwy.

 

Tzw. "wolny rynek" bowiem to jedynie MODEL EKONOMICZNY – rodzaj pewnego "wzorca", z którym można porównywać daną, faktycznie istniejącą rzeczywistość ekonomiczną i na tej podstawie wyciągać, na przykład, wniosek, czy tendencje istniejące w tej rzeczywistości przybliżają ją do tego wzorca, czy oddalają.

 

Model ten zakłada taką hipotetyczną sytuację, kiedy na rynku istnieje:

  1. nieograniczona (albo przynajmniej bardzo, bardzo duża) liczba dostawców produktów/usług;

  2. nieograniczona (albo przynajmniej bardzo, bardzo duża) liczba odbiorców/konsumentów tych produktów/usług;

  3. odbiorcy/konsumenci mają PEŁNĄ wiedzę zarówno o dostawcach, jak i o ich produktach/usługach.

 

W rzeczywistości sytuacja taka nigdy nie istniała, nie istnieje i raczej nie będzie istnieć.

"Wolny rynek" nie odnosi się więc do żadnej realnie istniejącej gospodarki.

Każda rzeczywistość ekonomiczna jest REGULOWANA.

Tak też jest więc – rzecz oczywista – w Polsce i tu we Włocławku.

Podstawowy problem brzmi – przez kogo ta rzeczywistość jest REGULOWANA I co dla obywtaeli/mieszkańców jeszcze ważniejsze: W CZYIM INTERESIE (czyli komu służą regulacje/przepisy) ?

 

Czy w interesie supermarketów, które lokowane w środku miasta – niszczą to miasto i lokalną przedsiębiorczość, a przy tym nie płacą podatku CIT (większość zagranicznych sieci handlowych wykazuje w naszym kraju straty), a jedyne "groszowe", przy skali ich obrotów, podatki od nieruchomości?

(Takie działanie jest jednocześnie wspieraniem tendencji monopolistycznych, a nie tendencji wolnorynkowych!)

Czy w interesie mieszkańców, z których część jest przecież przedsiębiorcami, płacącymi często dużo większe podatki niż supermarkety: CIT, ale wielu PIT!

 

Jest to niezmiernie ważne, bo udział Włocławka w podatku PIT, płaconym przez mieszkańców, wynosi prawie 50% (39,34 jako gmina, 10,25% jako powiat), natomiast udział Włocławka w podatku CIT to zaledwie około 8% (6.71% jako gmina, 1.40% jako powiat).

Z podatku PIT Włocławek ma około 120 milionów złotych, z podatku CIT – zaledwie 10 milionów.

 

Pomijam tu wiele innych kwestii, jak wysysanie przez supermarkety pieniędzy z Włocławka na zewnątrz; supermarket można bowiem porównać do odkurzcza, który wsysa pieniądze i transferuje je najczęściej za granicę.

 

Lokalny przedsiębiorca natomiast dużą część zarobionych pieniędzy z reguły wydaje lokalnie – na miejscu.

 

Każdy więc, kto sprowadza do Włocławka kolejne markety i niszczy lokalną przedsiębiorczość , TYM samym działa na szkodę mieszkańców i NISZCZY MIASTO!

 

Zapytałem "Pana Maciaka", jakie ma wykształcenie, "co skończył"?

Do tego momentu nie odzywałem się i słuchałem jego nadętych tyrad, więc moje pytanie niemal go zamurowało.

Gdy już doszedł do siebie, to poinformował, że on już od wczesnej młodości zajął się zarabianiem pieniędzy i nie miał czasu na studia.

 

Dziwaczny argument, bo – dla przykładu - ja drugie studia (prawnicze) rozpocząłem

i skończyłem właśnie po to, aby jako przedsiębiorca być bardziej niezależny i aby pewnie poruszać się w gąszczu przepisów.

 

Kusiło mnie, aby zapytać o maturę, ale... powstrzymałem się.

Za to poinformowałem Pana Maciaka, że jakiś czas temu, przez krótki okres, byliśmy sąsiadami – na Okrzei.

 

To już go wyprowadziło z równowagi.

Zaczął krzyczeć, że on już nie jest "chłopaczkiem z Okrzei" (dziwny wyskok – bo ja tego nawet nie zasugerowałem), że ja chyba nie wiem, kim on teraz jest!

I zaczął opowiadać, że to on zapewnił (dzięki swojej stacji) jednemu z lokalnych posłów PIS wygraną na drugą kadencję, że to on stworzył obecnego "włodarza" miasta, a potem gdzie on nie był w Warszawie z tym "włodarzem" itp. itd.

 

Niesamowity kabaret!

 

Kiedy już nieźle się zapowietrzył, zadałem mu pytanie o pochodzenie i rodzinę, bo – bez względu na to, co poniektórzy twierdzą – najczęściej nie pozostają one bez wpływu na postawy życiowe danych osób: polecam zapoznanie się z życiorysami czołowych postaci z KOD-u.

 

Dowiedziałem się, że od wielu, wielu lat żyje w partnerskim związku z Panią (podał nazwisko), która jest radcą prawnym w Urzędzie Miejskim (nie sprawdzałem).

Na pytanie, czy nie kłóci się to z jego deklarowaną niezależnością od obecnego "włodarza", udowadniał, że Pani jest tam tak niezbędna, że nie ma to wpływu na jego kandydowanie itd., itp.

 

Nie wiedział, co ja wiem, więc... opowiedział też o pochodzeniu przodków z jednej strony swej rodziny, a także ciekawe rzeczy o "osiągnięciach" (części?) swej rodziny w okresie PRL-u (znowu chciał się pochwalić!).

M. Maciak w tym tygodniu zapowiedział start w wyborach, więc to samo pytanie zostanie mu zadane po ewentualnym zarejestrowaniu jego kandydatury.

Ciekawe, co wtedy odpowie: czy powtórzy to samo, co na tamtym spotkaniu?

 

Spotkanie byłoby zwykłym zmarnowaniem czasu, gdybym się tak nie uśmiał (rzecz jasna nie otwarcie), jak się uśmiałem.

Z ciekawości obejrzałem też "dokument" o drodze w Michelinie, którym chwalił się M. Maciak w trakcie spotkania – że tak strasznie "dowala" w nim obecnemu "włodarzowi" i że jest on gotowym materiałem dla prokuratury.

Byłem ciekaw, dlaczego M. Maciak nie złożył zawiadomienia do tej prokuratuty, bo, bazując na jego stwierdzeniach – powinien.

 

Rzecz, o której można by powiedzieć w 5 minut, czyli spartaczone wykonanie ulicy, wałkowana była w nieskończoność.

Zmusiłem się, aby obejrzeć całość, ale po 10 minutach była to już tylko męczarnia

wysłuchiwania przemyśleń na poziomie licealnym, wygłaszanych nadętym, egzaltowanym głosem tak, jakby "redaktor" "odkrywał Amerykę".

(ot taka kiepsko podrobiona kopia płyty, która osłuchała się już nawet w oryginale)

 

Poza samym stwierdzeniem faktu, niczego sensownego więcej w tym "dziele" nie było.

Odniesienia do obecnego "włodarza" miasta miały natomiast pokazać, że M. Maciak "walczy z obecnym układem", a więc – że jest wobec niego w kontrze.

Może niektórzy dali się na to nabrać, ale "dzisiaj" "wyszło już szydło z worka"!

(O czym dalej)

Cała uknuta strategia legła bowiem w gruzach!

 

Ponad miesiąc temu (17 lipca) wygrałem miażdzącą przewagą prawybory w ruchu Kukiz'15 we Włocławku i zostałem jego kandydatem do funkcji Prezydenta Włocławka.

Tak, jak wszyscy wiedzą, ruch Kukiz'15 czekał na – zgodne z prawem - rozpoczęcie kampanii wyborczej i dopiero wtedy miały być też ogłoszone publicznie kandydatury tego ruchu na prezydentów, burmistrzów, ewentualnie wójtów.

Rzecz jasna, wkrótce fakt ten był "tajemnicą poliszynela" – w tak dużym gronie tajemnicy nie uda się zachować: ktoś opowie w domu, ktoś z rodziny tego "kogoś" powie dalej i... tak dalej.

 

10 sierpnia odbyło się w sali konferencyjnej na przystani przy Piwnej spotkanie z posłami Kukiz'15 : Panią Agnieszką Ścigaj i Panem Pawłem Szramką.

Na spotkaniu tym – rzeczywiście niczym Filip z konopii – wyskoczył M. Maciak i najpierw wywrzaskiwał bzdety o tym, że Kukiz'15 to taka sama partia jak PO i PIS, a potem... sam sobie zaprzeczył.

Trzymając w garści kartki papieru z wydrukiem, co miało dowodzić jego (rzekomej) dziennikarskiej rzetelności, zaczął wywrzaskiwać, czy "Kukizowcy wiedzą, kogo wybrali jako swego kandydata na prezydenta?"

Oraz, że (cytat) "pluję na jow-y" i krytykuję Pawła Kukiza.

 

Biedaczyna nie zauważył, że tym samym sam siebie ośmieszył – nikt przy zdrowych zmysłach nie uwierzy, że w takiej wodzowskiej formacji jak PIS, gdzie (jeszcze chyba nadal, chociaż podobno coraz mniej jest w stanie) o wszystkim decyduje jeden facet i w takiej kiedyś podobnie wodzowskiej (za Tuska) a teraz oligarchicznej formacji jak PO, odbywają się podobne prawybory!

 

A tym bardziej – że kandydatem tych formacji może być facet, który ma "poglądy", a tym bardziej poglądy różne (w pewnych kwestiach) od oficjalnej, odgórnie ustalonej "linii" partii.

A krytyka pod adresem leadera?

 

W trakcie wspomnianych wcześniej prawyborów, wszyscy jej uczestnicy wiedzieli o mojej stronie internetowej www.grudzieckidariusz.pl.

Są na niej – między innymi - linki do portali internetowych, na których publikuję swoje teksty.

W tym wszystkie teksty, z których – wyrwane z kontekstu – fragmenty wywrzaskiwał na spotkaniu M. Maciak.

 

Nie jestem zwolennikiem "jow-ów" przy obecnym ustroju opartym na partiach politycznych, z których te z nich: skupiające środowiska wywodzące się ze SPISKU okrągłostołowego, to de facto MAFIE POLITYCZNE okradające NAS – obywateli, okradające NAS – Polaków z NASZYCH praw politycznych: do faktycznego, ciągłego i stałego decydowania o NASZYM kraju.

 

Przy ordynacji wyborczej opartej czysto (tylko) na "jow-ach" nie da się też zagwarantować obywatelom MATERIALNEJ RÓWNOŚCI ich głosów.

Obywatele mają, co prawda, każdy - tak samo - jeden głos, ale ich głosy nie mają RÓWNEJ "wagi".

 

Więcej o tym w tekstach dostępnych, na przykład, tu:

  1. https://www.mpolska24.pl/blog/demokracja-czy-postmonarchia

  2. http://naszeblogi.pl/user/3802/wpisy

  3. https://www.salon24.pl/u/grudziecki/

 

W książce, którą wydałem w 2013 roku, pt. "Demokracja" przedstawiłem projekt ustroju, którego elementami są nie-partyjna Wielka Izba Poselska (460 posłów), będąca najwyższą "instancją" ustawodawczą i kontrolną oraz Mała Izba Poselska (100 posłów) - wyłaniająca rząd.

 

Przy takiej konstrukcji wybory do Małej Izby Poselskiej mogłyby być oparte

o "jow-y" (na przykład w "jednostopniowym" "systemie brytyjskim", bo "dwustopniowy" "system francuski" jednak bardziej sprzyja korupcji politycznej).

Więcej w tekście: https://www.mpolska24.pl/post/10932/kleska-frontu-narodowego-czy-totalna-kompromitacja-francji

A dlaczego?

Bo "jow-y", szczególnie typu "brytyjskiego", budują system dwupartyjny, a więc dający raczej stabilny rząd.

 

Stabilny rząd - jest to niepodważalna wartość.

Pod jednym warunkiem – że obywatele mają nad nim kontrolę, a do tego ma służyć właśnie Wielka Izba Poselska.

Posłowie do tej Izby wybierani byliby w relatywnie małych okręgach wyborczych, takich np. jak obecne okręgi wyborcze do senatu (100 okręgów).

Mandat uzyskiwaliby ci, którzy zdobyliby kolejno najwięcej głosów.

 

Wbrew wrzaskom M. Maciaka – "nie pluję" więc na "jow-y", ale analizuję je pod kątem ich przydatności dla zbudowania ustoju, w którym faktyczną władzę mają obywatele (mieszkańcy).

Co więcej, widzę nawet możliwość wykorzystania do tego "jow – ów"!

Co jeszcze więcej - nawet w obecnym patologicznym ustroju, jeśli są jednym z elementow ordynacji wyborczej: http://naszeblogi.pl/55495-ordynacja-wyborcza-ja-decyduje

Ale tego tekstu już M. Maciak na powyżej wskazanym spotkaniu nie zacytował!

Takie to więc "dziennikarstwo" – "putinowskie"!

 

Różnie się więc – do pewnego stopnia – z "kukizowcami" jeśli chodzi o postrzeganie "jow-ów", ale jest to jedynie "drobiazg" dotyczący potencjalnego "narzędzia" do naprawy systemu.

Za to łączy nas przekonanie:

  1. że ustrój w którym żyjemy jest PATOLOGICZNY;

  2. że elementem naprawy tego ustroju musi być zmiana ordynacji wyborczej,

    odbierającej MAFIOM politycznym ich – uzurpowaną sobie – pozycję w państwie;

  3. że państwo ma służyć obywatelom, a nie tym MAFIOM POLITYCZNYM, na wyrost nazywanym "partiami politycznymi".

 

Co więcej, w w/w książce pt. "Demokracja" piszę o PRAWIE obywateli nie tylko do wybierania faktycznie swych posłów, ale – i ich ODWOŁYWANIA w trakcie kadencji (podobnie jak radnych).

Powtórzyłem to w wielu tekstach, na przykład, w tym:http://naszeblogi.pl/55380-obalmy-kuzwa-ten-ustroj-cz2-poslow-powoluje-odwoluje

 

 

Ruch Kukiz'15 od pewnego czasu dołączył ten "postulat" do swego programu.

Więc, "Panie Maciak", dlaczego nie miałbym współpracować (a to jest "słowo – Klucz" – opisujące istotę moich relacji z "kukizowcami") z ludźmi, którzy domagają się tego, co ja sam postuluję od kilku lat?

 

Zresztą, czy w wyborach do Rady Miasta Włocławka są "jow-y"?

 

A z "kukizowcami", tu na miejscu, łączy nas – nie tylko mnie, ale także osoby z innych ugrupowań politycznych i stowarzyszeń o charakterze społecznym, z którymi wspólnie tworzymy "koalicję", która wystawi listy kandydatów na radnych pod "szyldem" KWW Kukiz'15 – bardzo wiele.

 

Po pierwsze, wspólna ocena "dokonań" lokalnych aparatczyków MAFII politycznych, którzy wspólnie zdegradowali Włocławek!

 

Po drugie – przekonanie, że Włocławek musi być w końcu faktycznie własnością mieszkańców; to mieszkańcy powinni sprawować władzę w mieście i powinni mieć do tego narzędzia – "włodarz" miasta jest tylko "zarządcą" ("funkcja", a nie "stołek"! ).

 

Więcej w tekście: "Kłamią, partaczą, ponoć kradną... Tylko PEŁNA JAWNOŚĆ!"

( https://www.mpolska24.pl/post/16587/klamia-partacza-ponoc-kradna-tylko-pelna-jawnosc)

 

Po powyżej opisanym spotkaniu spytałem osoby z Kukiz'15, dlaczego M. Maciak tak bezpardonowo i tendyncyjnie - wbrew elementarnym zasadom "sztuki dziennikarskiej" – zatakował ruch Kukiz'15?

(Bo mnie – choć nie padło moje nazwisko – M. Maciak zrobił jedynie darmową reklamę, a przy tym podsycił zainteresowanie: kto jest kandydatem Kukiz'15!)

 

I co się okazało: jakieś pół roku temu (mniej więcej) M. Maciak próbował namówić osoby z ruchu Kukiz'15 do poparcia swojej kandydatury na "Prezydenta Włocławka"!

Miał pecha – zbyt silne było przekonanie, że jest jedynie "farbowanym lisem", który ma zrezygnować tuż przed samymi wyborami, aby tym samym jedyna formacja, która może zagrozić obecnemu UKŁADOWI w mieście – wymieniającemu się stołkami – przestała być zagrożeniem (w wyborach "na prezydenta") i aby była dużo mniejszym zagrożeniem (w wyborach do Rady Miasta).

 

Wtedy było to jedynie przeświadczenie pewnego kręgu osób – dzisiaj, po kolejnych atakach "antysystemowca" (w cudzysłowie) M. Maciaka, na NIEPARTYJNY krąg osób idących do wyborów pod szyldem Kukiz'15, to przeświadczenie graniczy z pewnością!

 

I z tej perspektywy warto wrócić do przywołanego wcześniej materiału CW24 o wadach w wykonaniu ulicy w Michelinie.

Ten niby - dokument, podobnie jak kilka innych, np. dotyczący Hali Widowiskowo-Sportowej był jedynie na tyle odkrywczy, aby podtrzymać opinię o M. Maciaku jako antysystemowcu, który kiedyś "dowalał" poprzedniemu włodarzowi miasta

(rzecz jasna, w interesie tych, którzy wsparli pieniądzmi publicznymi jego "stacyjkę" – a nie ma to wtedy nic wspólnego z rzetelnym, obiektywnym dziennikarstwem),

a teraz "dowala" obecnemu "włodarzowi".

 

Oczywiście, nawet gdyby M. Maciak miał zamiar złożyć zawiadomienie do prokuratury – a jestem przekonany, że nie miał – i złożył takie zawiadomienie,

to najprawdopodobniej skończyłoby się ono niczym.

Bo najprawdopodoniej – FORMALNIE – w papierach "wszystko gra".

 

Za "rządów" PO było, co najmniej, kilkadziesiąt wielkich afer.

I co?

Prawie nic!

Jak na razie, w aresztach siedzi trochę "płotek".

I to wszystko!

A o prawomocnych skazaniach "przekrętasów" z "górnej półki" Polacy mogą jedynie marzyć.

Bo w "papierach wszystko gra"!

Bo przepisy, które decydują o tym, że w "papierach wszystko gra"napisali SOBIE SAMI: PO, PIS, PSL, SLD.

W moim ostatnim tekście (https://www.mpolska24.pl/post/16587/klamia-partacza-ponoc-kradna-tylko-pelna-jawnosc) pokazałem to na przykładzie z Włocławka.

 

Oto fragment z tego tekstu:

"W ramach wspomnianej powyżej budowy przystani (mariny) jednym z wielu elementów był zakup specjalistycznych łodzi wioślarskich.

Łodzie te nie zostały zakupione jednak bezpośrednio od jedynego ich dostawcy na Polskę, ale za pośrednictwem pewnej firmy.

 

Za łodź tzw. "jedynkę", kosztującą u dostawcy 18 tys. zł miasto (a w rzeczywistości MIESZKAŃCY WŁOCŁAWKA) zapłaciło 37 tys. 600 zł za każdą sztukę.

 

Za łodź tzw. "dwójkę", kosztującą u dostawcy 29 tys. zł miasto (a w rzeczywistości MIESZKAŃCY WŁOCŁAWKA) zapłaciło 67 tys. 300 zł.

 

Za łodź tzw. "czwórkę", kosztującą u dostawcy 48 tys. zł miasto (a w rzeczywistości MIESZKAŃCY WŁOCŁAWKA) zapłaciło 94 tys. 877 zł.

 

Oczywiście, wszystko okazało się "legalne".

Nie ma bowiem w przepisach zakazu kupowania przez jakieś firmy tego, co można kupić bezpośrednio.

Żaden przepis nie określa też, jakie mogą być maksymalne marże.

 

A to, że nie było potrzeby kupowania przez firmę pośredniczącą?

Błąd!

To my – mieszkańcy, właściciele miasta, nie widzimy takiej konieczności!

Ci, którzy powinni być, między innymi, STRÓŻAMI NASZEJ KASY, jak widać choćby na tym przykładzie, orientują się inaczej."

 

Ilu mieszkańców Włocławka miało o tym wiedzę?

Prawie nikt, bo (prawie) nikt z mieszkańców nie miał i nie ma BEZPOŚREDNIEGO (za pośrednictwem internetu) dostępu do dokumentów, dotyczących tego FAKTU!

I to jest to ogromne zagrożenie dla obecnego UKŁADU (podobnie jak też poprzednich) – łatwodostępna WIEDZA mieszkańców o poczynaniach "włodarzy"!

 

Projekt M. Maciaka – "antysystemowego" "kandydata na prezydenta" legł w gruzach.

 

I znowu – jak "za starych dobrych czasów" – w ostatnim swym pseudo-reportażu M. Maciak znowu "ręka w rękę" działa z ludźmi posadzonymi na stołku w Urzędzie Miejskim przez "włodarza", którego M. Maciak podobno, jak sam stwierdził: "stworzył"!

(No, no – trzeba mieć mniemanie o sobie!)

 

M. Maciak w tym swym pseudo – reportażu wygłasza najpierw kilka pseudo- rewelacji.

  1. I. Przywołuje moje kandydowanie, jako kandydata PO, "na Burmistrza Brześcia Kujawskiego" w 2010 roku.

     

Fakt startu w tamtych wyborach jest powszechnie znany - nigdy tego nie kryłem.

 

Miałem i mam poglądy: pro-obywatelskie, patriotyczne, wartości narodowe są dla mnie bardzo ważne (gdzieś około 99% obywateli Polski to przecież MY – "etniczni" Polacy), a ze względu na to, że przez 19 pierwszych lat mieszkałem na wsi a potem przez czas pierwszych studiów utrzymywałem się sam pracując fizycznie – identyfikuję się nie z "elytami", ale z tymi, którzy na swoje utrzymanie pracują używając swoich rąk i/lub swojej głowy, czyli z... LUDEM!


Niestety, po poprzednich rządach PIS-u, dałem się nabrać P(artii) O(szustów), że będzie pro-obywatelską alternatywą dla tamtej formacji i.... "wdepnąłem w" PO.

Po rozpoznaniu środowiska, szybko stamtąd wyskoczyłem – de facto jeszcze przed wyborami samorządowymi 2010 roku (o czym dalej), a formalnie po tamtych wyborach - i skrupulatnie "wyczyściłem buty".

 

Oto pierwsze moje teksty napisane na samym początku mojej działalności publicystycznej:

(Wcześniej byłem skoncentrowany na pisaniu książek: napisałem trzy o charakterze naukowym, jedną o charakterze publicystyczno-naukowym, a obecnie piąta, dwutomowa o charakterze naukowym jest w przygotowaniu; są one dostępne w Bibliotece Narodowej, w bibliotekach uniwersyteckich... https://chamo.buw.uw.edu.pl/search/query?term_1=grudziecki+dariusz&theme=system)

  1. <<"Pisiora" Goń? Goń! "Platformersa" goń? Goń! Złodzieja goń?>>

    https://www.salon24.pl/u/grudziecki/526810,pisiora-gon-gon-platformersa-gon-gon-zlodzieja-gon

  2. <<"Pisiora" Goń? Goń! "Platformersa" goń? Goń! Nieuków goń? Oj, goń!>>

    https://www.salon24.pl/u/grudziecki/527012,pisiora-gon-gon-platformersa-gon-gon-nieukow-gon-oj-gon

     

Oczywiście, M. Maciak, który prześwietlał moje teksty na potrzeby swojego "wystąpienia" w przystani, tego (niby) nie doczytał.

 

Tak samo, jak zapomniał powiedzieć, że owszem byłem kandydatem z listy PO, ale z poparciem mojego Stowarzyszenia "Samorządność".

(http://wybory2010.pkw.gov.pl/geo/pl/040000/041804.html#tabs-5)

Tylko dzięki osobom zrzeszonym w tym stowarzyszeniu mogłem prowadzić jakąś kampanię, bo "koledzy" z koła PO – którzy sami bali się startować przeciw urzędującemu Burmistrzowi - w trakcie kampanii okazali się w sporej części zwykłymi pospolitymi szujami i zakulisowo wspierali mojego kontrkandydata, z którym tworzą teraz jedną paczkę we Włocławku.

 

Brześć Kujawski w 2010 roku był gminą zadłużoną w stopniu (czyli procentowo) porównywalnym z Włocławkiem dzisiaj.

Przed wyborami w "strategicznych miejscach" gminy pojawiały się koparki, gdzieś tam zrobiono kawałek chodnika, czy pół uliczki.

Wszystko, aby pokazać, że Burmistrz jest aktywny.

 

Oczywiście krytykowałem to "w czambuł".

Mówiłem też, że:

  1. Brześć nie wykorzystuje swojego potencjału związanego z planowanymi dwoma zjazdami z autostrady A-1 (Włocławek ma podobny potencjał, ale o tym napiszę około za 3 tygodnie);

  2. trzeba postawić na dużo większe pozyskiwanie środków unijnych, środki własne przeznaczając na wkład do takich projektów;

    (a np. pływalnia "Delfin" jest "remontowana" ze środków własnych miasta)

  3. warto się dogadać z koleją, przejąć tereny po wąskotorówkach i wybudować ścieżki rowerowe, aby ludzie nie ginęli na szosach.

     

Burmistrz, zamiast występować z jakąś kłamliwą kontrą, słuchał, słuchał, słuchał.

I wszystkie te postulaty zrealizował.

Wystarczy pojechać do Pikutkowa, czy na Machnacz!

Dla mnie to niebywała satysfakcja, bo – nie wygrałem, na co nie było wtedy szans – ale główne punkty mojego programu zostały zrealizowane.

 

O tym, jak Burmistrz wsłuchiwał się w krytykę z mojej strony świadczy, trochę nawet anegdotyczny, FAKT, że kiedy zauważyłem, iż na stronie Urzędu Miejskiego jest zakładka zatytułowana: "Dla petenta" i wyśmiałem to opisując w internecie, to nie minęło 2 tygodnie i ta sama zakładka nosiła już tytuł: "Dla interesanta"!

 

Chciałbym, aby Prezydent Miasta Włocławka tak samo zareagował na opisywaną przeze mnie skandaliczną obsługę mieszkańców w Wydziale Komunikacji!

(Będę tam znowu za jakiś tydzień).

 

  1. Maciak, przywołując wybory z 2010 roku, podał tylko jeden fakt nie

ZMANIPULOWANY – sam fakt mojego udziału w tych wyborach.

 

Wszystko inne jest zwykłą prymitywną MANIPULACJĄ, czyli de facto KŁAMSTWEM, co dyskredytuje go nie tylko jako dziennikarza (bo nim nie był i nie jest – nie ma do tego żadnego przygotowania), ale dyskredytuje go to nawet jako "domorosłego" dziennikarza – bo taki powinien mieć świadomość swych braków, ułomności i tym samym powinien dokładać dużo większej staranności i być duzo bardziej ostrożnym w osądach innych.

 

Otóż ten "dziennikarz" (z powyższych względów wszędzie w tym tekście i we wszystkich kolejnych - w cudzysłowie) nie podaje, że:

  1. byłem TRZECI;

  2. zdobyłem 9.08% głosów;

  3. zdobyłem 382 głosy na 4208 oddanych głosów.

(http://wybory2010.pkw.gov.pl/geo/pl/040000/041804.html#tabs-6)

 

Biorąc pod uwagę, że w tych wyborach:

  1. byłem atakowany jako "facet z Włocławka";

  2. nie mam rodziny w tej gminie;

  3. nie mam kolegów z podstawówki, ze szkoły średniej, czy z podwórka w tej gminie;

  4. "koledzy" z PO próbowali "wbić mi nóż w plecy",

to całkiem niezły wynik, jeśli połączymy to z opisanym powyżej FAKTEM,

iż Burmistrz, który pozostał na następną kadencję (i kolejną w 2014 roku), mój program zrealizował!

 

Otóż ten "dziennikarzyna", zamiast podać FAKTY, puszcza w eter przekaz, że zdobyłem 380 głosów na 9 tysięcy – uprawnionych do głosowania!

Z których większość, bo ok. 55% do wyborów nie poszła!

 

B. Tyle samo są warte pozostałe "rewelacje" M. Maciaka na temat mojej osoby.

  1. KŁAMIE insynuując, że moja działalność nie przetrwała na "wolnym rynku" (może teraz się dokształci, co to jest ten mityczny "wolny rynek").

 

Po skończeniu w 2008 roku drugich studiów (prawniczych, na UMK – pierwsze w 1990 roku na Uniwersytecie Warszawskim, "podyplomówka" w 2010 roku na SGGW) zmieniłem profil działalności firmy i otworzyłem biura nieruchomości: jedno we Włocławku na Placu Wolności w Kamienicy Saskiej, z dużym banerem na balkonie, drugie natomiast w Warszawie, 50 metrów od stacji metra Pole Mokotowskie (Skrzyżowanie Al. Niepodległości i Rakowieckiej).

 

Wraz z rozwojem internetu (określonych narzędzi internetowych) korzystanie z tych lokali okazało się jednak niepotrzebne i nieopłacalne, a dużo bardziej efektywna okazała się działalność mobilna.

I tak jest do dzisiaj!

 

Ktoś, kto się powołuje na "wolny rynek" powinien mieć to minimum wiedzy, że elastyczność w dostosowywaniu się do zmieniających się okoliczności jest fundamentem przetrwania na tym rynku.

 

No, ale cóż – M. Maciak utrzymuje swój "byznes" w jakiejś części (jakiej - ?????) z reklam ze spółek miejskich, na styku "byznesu" i "polityki", więc potrzebna mu jest zupełnie inna "wiedza"!

 

Owszem, obecnie nie chce mi się już pracować po 15 godzin dziennie i więcej! (cóż – ma się te 53 lata), ani jeździć dzień w dzień po 500 – 700 kilometrów.

Córki są wykształcone i samodzielne, ja mam gdzie spać i co jeść, mogę więc dużo więcej czasu poświęcić teraz na zupełnie inną działalność, która mnie pasjonuje, w tym na swoją działalność publicystyczną.

 

  1. M. Maciak zaczyna swoje "rewelacje" na mój temat stwierdzeniem, że jestem "mieszkańcem wsi Wieniec" (z położeniem akcentu na słowo "wsi").

Jestem zarówno mieszkańcem Włocławka, jak i mam działkę z domem we "wsi Wieniec".

Mieszkam, gdzie mi wygodniej w danym momencie i M. Maciakowi nic do tego.

W Wieńcu mam zameldowanie na pobyt czasowy, we Włocławku na pobyt stały.

 

Jedno jest prawdą, rzeczywiście mieszkając we Włocławku ten dom wybudowałem: tzw. sposobem gospodarczym, wykonując bardzo wiele prac sam (ocieplenia, prace w karton gipsie, malowania itd.) lub przy pomocy brata (położenie gontu na dachu).

 

Jak się domyślam, takie umiejętności także M. Maciakowi są zupełnie obce.

I dlatego to jest jedna z przyczyn, dlaczego musi tak mi zazdrościć posiadania działki z domem!

 

I w końcu doszliśmy do kluczowego fragmentu tego tekstu: dlaczego i po co

M. Maciak tak prymitywnie MANIPULUJE i KŁAMIE?

 

Odpowiedź jest bardzo prosta:

  1. mści się za niepowodzenie planu zostania "kandadatem na prezydenta" ruchu Kukiz'15; najprawdopodobniej w określonym celu;

  2. bo jest w totalnej PANICE, podobnie jak urzędująca "władza".

 

On boi się utraty reklam ze spółek miejskich, bez których być może jego "firemka" już wypadłaby z rynku!

 

Władza panicznie boi się tego, czego się domagam: pełnej JAWNOŚCI (TRANSPARENTNOŚCI) funkcjonowania Urzędu Miasta, w tym pełnej JAWNOŚCI zamówionych inwestycji, a także pełnej JAWNOŚCI FUNKCJONOWANIA SPÓŁEK miejskich.

Dlaczego?

Ano dlatego, że jeżeli są gdzieś nieprawidłowości (a może i coś więcej) – to raczej nie na tam, gdzie istnieje już dzisiaj obowiązek publikowania w internecie określonych informacji (etap zamawiania inwestycji), ale tam, gdzie mieszkańcy nie mają dostępu przez internet do informacji (czyli na etapie REALIZACJI inwestycji), w spółkach miejskich itd.

 

W tym samym dniu, kiedy odbyła się konferencja prasowa, na kilku portalach internetowych, ale także w wielu włocławskich grupach na Facebooku opublikowałem tekst: "Kłamią, partaczą, ponoć kradną... Tylko PEŁNA JAWNOŚĆ!"

(https://www.mpolska24.pl/post/16587/klamia-partacza-ponoc-kradna-tylko-pelna-jawnosc)

Już nie w sposób "sygnalizacyjny", ale bardziej rozbudowany opisałem w tym tekście właśnie konieczność pełnej JAWNOŚCI w funkcjonowaniu samorządu, obrazując to przykładami z Włocławka.

 

Nie ma możliwości, aby ktoś, kto podaje się za dziennikarza, a szczególnie ktoś, kto aż tak interesuje się moją osobą, tego artykułu nie zauważył.

W "reportażu" M. Maciaka nie ma na ten temat nawet śladu!

 

A co jest!

Kolejne MANIPULACJE!

 

Na konferencji prasowej mówiłem, że we Włocławku od prawie 30-lat rządzi ten sam partyjny układ, który niszczy miasto: SLD – PO - PIS.

PO to wcześniej UW i UD.

PIS to wcześniej PC, które było częścią AWS.

 

U M. Maciaka to wycięte.

 

Na konferencji mówiłem, że:

  1. efektem takich rządów jest około 300 milionów długu, co stanowi mniej więcej roczny dochód miasta, jeśli nie liczymy "pieniędzy znaczonych": na subwencję oświatową i na pomoc społeczną;

  2. tereny po jednostkach wojskowych, na których powinny powstawać otwarte, zielone osiedla, złożone z budynków wielorodzinnych, sprzedawane są pod

    supermarkety, tak, jak teraz przy ulicy Długiej;

  3. przykładem traktowania mieszkańców przez "władzę" może być to, co dzieje się w Wydziale Komunikacji.

 

Dwie pierwsze informacje zostały wycięte, przez co widz mógł odnieść wrażenie, że moje postulaty pełnej JAWNOŚCI i włączania mieszkańców w zarządzanie miastem, o których mówiłem dalej, odnoszą się właśnie do "obrazu" z Wydziału Komunikacji.

 

Prymitywna manipulacja "nożyczkami"

 

Ale komentarz M. Maciaka do sytuacji w Wydziale Komunikacji i wyjaśnienie, dlaczego nic od 30 lat z tą sytuacją "władza" nie robi – powala z nóg.

 

Potem M. Maciak, chcąc skontrować mój postulat PEŁNEJ jawności, przywołuje sytuację z okresu rządów Prezydenta Pałuckiego i... chwali obecnego "włodarza".

Za tamtego było – mówiąc obrazowo – "szambo", a obecny "włodarz" trochę je oczyścił (bo narzuca to ustawa o dostępie do infomacji publicznej – nie miał wyjścia i musiał to zrobić).

 

M. Maciak – czy pół "szamba" przestaje śmierdzieć?

 

I posiłkuje się wsparciem Wiceprezydent Miasta, jaki to ja jestem niezorientowany, bo mogę pójść do Urzędu i wnioskować o dostęp do określonych informacji.

 

Muszę przyznać – żałosna technika obrony.

Oczywiście – mam pełną świadomość, jakie mam prawa w zakresie dostępu do informacji publicznych, ale w moim postulacie PEŁNEJ JAWNOŚCI chodzi o dużo, dużo więcej!

 

Oto fragment ze wskazanego powyżej tekstu opublikowanego w tamtym dniu:

" Dzisiaj, co prawda, zgodnie z ustawą o dostępie do informacji publicznych, także możemy domagać się od urzędników informacji – trzeba mieć jednak dużą determinację i sporo czasu, aby zgromadzić pełną dokumentację dotyczącą tylko jednej inwestycji.

I nie możemy mieć przy tym pewności, że dotarliśmy do wszystkich istotnych dokumentów.

To skutecznie zniechęca prawie wszystkich mieszkańców.

 

Zupełnie inna sytuacja byłaby wtedy, gdyby wszystkie dokumenty dotyczące , na przykład, budowy wspomnianej wcześniej przystani, czy remontu wspomnianej wcześniej pływalni, dostępne byłby – w sposób przejrzysty i uporządkowany – w osobnych dla każdej inwestycji folderach na stronie Urzędu Miasta.

 

Niepotrzebne są nam kosztowne firmy audytorskie.

To my – mieszkańcy, siedząc sobie wygodnie w fotelu, możemy na swych komputerach być audytorami tego, jak urzędnicy, w tym w spółkach miejskich (komunalnych), zarządzają NASZĄ kasą. "

 

( https://www.mpolska24.pl/post/16587/klamia-partacza-ponoc-kradna-tylko-pelna-jawnosc)

 

I tego PANICZNIE boi się M. Maciak oraz obecna "władza" (i nie tylko)!

Dlatego też M. Maciak odrzuca – przy takim zagrożeniu – wszelkie pozory i już otwarcie wspiera obecnego "włodarza"!

 

Boją się, że jeżeli Włocławianie dadzą nam – kandydatom startującym z listy Kukiz'15 szansę – to opublikujemy w internecie, na stronie Urzędu Miasta, w OSOBNYCH folderach, w sposób przejrzysty, wszystkie dokumenty:

  1. dotyczące wszystkich obecnych największych inwestycji;

  2. wszystkich tych inwestycji wcześniejszych, które wciąż wywołują domysły, kontrowersje itd.

  3. wszystkie dokumenty dotyczące reklam kandydatów na prezydenta "sponsorowanych" przez spółki miejskie (chyba, że takowych nie ma, a co poniektórzy – chyba nadal jeszcze potencjalni - kandydaci opłacali określone

    reklamy z własnej kasy)

  4. no i oczywiście, wszystko co dotyczy relacji pomiędzy UM, spółkami miejskimi i WC24.

 

A oto propagandowe wypociny na zamówienie – nie polecam, jeśli ktoś nie umie powstrzymać odruchu wymiotnego!

(https://www.youtube.com/watch?v=H1U4diFphZE&app=desktop)

 

..........................

 

PS. Inni muszą M. Maciakowi płacić za reklamę.

Ja mam ją za darmo.

"Brawo ja"!

                                                                                                                                                         23.08.2018 r.

(Tekst na niezależna.pl - link: "Kłamią, partaczą, ponoć kradną..."

                                                          Kłamią, partaczą, ponoć kradną... Tylko PEŁNA JAWNOŚĆ!

"Ruszyły" wybory samorządowe i... od razu możemy poczuć się lepiej!

Dziesiątki - a może nawet setki - tysięcy kandydatów na wójtów, burmistrzów, prezydentów i radnych wszystkich szczebli obiecują:

  • czego to oni nie dadzą mieszkańcom;

  • czego to oni nie zbudują;

  • i w ogóle czego to oni nie zrobią dla mieszkańców danego miasta, danej gminy, powiatu, czy województwa!

     

Będziemy mieć dziesiątki kilometrów nowych ulic, baseny, zrekultywowane jeziora, zrewitalizowane śródmieścia...

 

Mamy uwierzyć w te ich świetlane wizje i ich wybrać!

A po wyborach?

A po wyborach zapomną o swych wyborcach na kolejne kilka lat - teraz już 5.

 

Okaże się, że baseny, owszem, są, ale "jednoosobowe", a jeziora też, owszem, będziemy mieć – ale do przepłynięcia.

Restrukturyzacja okaże się kolejną wersją restrukturyzacji zalegającą w zakurzonej szufladzie, a jedynym wymiernym jej efektem będą zyski firm za jej opracowanie; ewentualnie kilku urzędników zatrudnionych do obsługi rewitalizacji będzie mieć etat.

 

Jakieś inwestycje zostaną zrealizowane.

Ale czy te, których najbardziej chcieliby mieszkańcy?

I czy tak, jak powinny być one zrobione: solidnie, oszczędnie, zgodnie ze sztuką budowlaną, z odpowiednim gwarancyjnym zabezpieczeniem?

Na pewno zostaną wydane miliony, dziesiątki milionówzłotych, czasem jeszcze więcej,

Przecież trzeba pokazać, że coś się robi.

 

Po wyborach zaczną się przepychanki w radach, o to jaką koalicję zawiązać.

Przy obecnej ordynacji w gminach powyżej 20 tys. mieszkańców w większości przypadków będzie taka konieczność.

Oczywiście, kluczowym elementem tych przepychanek będzie to samo, co

4 - 8 - 12- ... lat temu: walka o to, kto jaki stołek dostanie w miejskich spółkach, kto z rodziny lub znajomych załapie się gdzieś na etat, kto będzie dostawał zlecenia na realizację inwestycji itd., itd.

 

Mieszkańcy/wyborcy przestaną się liczyć.

Swoją władzę bowiem już sprawowali... przez jeden dzień, dzień wyborów.

 

Mieszkańcy staną się znowu ważni - nawet najważniejsi – ale za kolejne kilka lat... na jeden dzień!

A przez ten czas radni i włodarze będą mogli do woli się kłócić, układać koalicje, kłamać, mataczyć, partaczyć, może nawet kraść!

 

MY – mieszkańcy, FAKTYCZNI właściciele miasta, gminy, powiatu, województwa, będziemy mieć bowiem ograniczone narzędzia do ich KONTROLI.

 

I praktycznie żadnych narzędzi do naprawy otaczającej nas rzeczywistości, nawet jeśli będziemy "widzieć" PATOLOGIĘ i chcieć ją naprawić.

Bo poszczególnych radnych (podobnie zresztą, jak posłów czy senatorów), nie można przecież odwołać w trakcie ich kadencji!

 

A dlaczego nikt nie zamierza tego zmienić?

Dlaczego nikt nie tylko, że nie zamierza wprowadzić odpowiednich przepisów, ale w ogóle dlaczego nikt nie widzi potrzeby wprowadzenia takich przepisów, które oddawałyby mieszkańcom to, co ich – które urzeczywistniałyby PRAWO mieszkańcow do stałego i ciągłego DECYDOWANIA o SWOIM mieście?

Pokażę na przykładzie miasta, z którym jestem związany już od ponad trzydziestu lat, czyli Włocławka.

 

We Włocławku od 1989 roku rządzą lokalni działacze SLD, PO i PIS.

PO to bowiem wcześniej Unia Wolności i Unia Demokratyczna.

PIS to wcześniej Porozumienie Centrum, które było częścią AWS.

 

Pikanterii dodaje fakt – który zresztą, patrząc choćby na PIS, nie dziwi – że jedną z najbardziej wpływowych postaci w SLD, a przy tym jedną z najbogatszych nie we Włocławku, ale w całej Polsce, jest były I sekretarz Komitetu Wojewódzkiego PZPR.

 

W mijającej kadencji obecny "włodarz" z PO był popierany najpierw przez koalicję radnych PO – PIS, gdzieś po dwóch latach powstała nowa koalicja PO – SLD.

 

I to jest odpowiedź, dlaczego nikt "na górze" nie zamierza wprowadzić przepisów

dających mieszkańcom WŁADZĘ, między innymi, nad partyjnymi działaczami "na dole"?

Mieliby "skrzywdzić" swoich kolegów?

A przecież ci koledzy będą im niezbędni przy wyborach parlamentarnych do zapewnienia poparcia!

UKŁAD zwrotny działa w najlepsze!

 

Więcej o tym w tekstach:

  1. "Czy w Polsce rządzi mafia?"

    http://naszeblogi.pl/47571-czy-w-polsce-rzadzi-mafia

  2. "25 (70) lat bandytyzmu pod szyldem i w majestacie państwa polskiego"

    https://www.salon24.pl/u/grudziecki/616580,25-70-lat-bandytyzmu-pod-szyldem-i-w-majestacie-panstwa-polski

  3. "Obalmy, kuźwa, ten ustrój! (cz.2) Posłów powołuję – odwołuję!"

    https://www.mpolska24.pl/post/8978/obalmy-kuzwa-ten-ustroj-cz2-poslow-powoluje-odwoluje-

  4. "Wojna mafii"

    http://niepoprawni.pl/blog/dariusz-grudziecki/wojna-mafii

     

We Włocławku "mówi się" o różnych nieprawidłowościach, na przykład, przy budowie przystani (mariny), stadionu miejskiego, hali widowiskowo - sportowej, przy remoncie pływalni...

Rzecz jasna, były nawet zawiadomienia do różnych organów, ale... kończyły się one zazwyczaj niczym.

Dlaczego?

Jedna z odpowiedzi jest powyżej.

Ale chyba nie najważniejsza – najlepiej pokazać to na przykładzie.

 

 

W ramach wspomnianej powyżej budowy przystani (mariny) jednym z wielu elementów był zakup specjalistycznych łodzi wioślarskich.

Łodzie te nie zostały zakupione jednak bezpośrednio od jedynego ich dostawcy na Polskę, ale za pośrednictwem pewnej firmy.

 

Za łodź tzw. "jedynkę", kosztującą u dostawcy 18 tys. zł miasto (a w rzeczywistości MIESZKAŃCY WŁOCŁAWKA) zapłaciło 37 tys. 600 zł za każdą sztukę.

 

Za łodź tzw. "dwójkę", kosztującą u dostawcy 29 tys. zł miasto (a w rzeczywistości MIESZKAŃCY WŁOCŁAWKA) zapłaciło 67 tys. 300 zł.

 

Za łodź tzw. "czwórkę", kosztującą u dostawcy 48 tys. zł miasto (a w rzeczywistości MIESZKAŃCY WŁOCŁAWKA) zapłaciło 94 tys. 877 zł.

 

Oczywiście, wszystko okazało się "legalne".

Nie ma bowiem w przepisach zakazu kupowania przez jakieś firmy tego, co można kupić bezpośrednio.

Żaden przepis nie określa też, jakie mogą być maksymalne marże.

 

A to, że nie było potrzeby kupowania przez firmę pośredniczącą?

Błąd!

To my – mieszkańcy, właściciele miasta, nie widzimy takiej konieczności!

Ci, którzy powinni być, między innymi, STRÓŻAMI NASZEJ KASY, jak widać choćby na tym przykładzie, orientują się inaczej.

 

To, rzecz jasna, jedynie drobny przykład pokazujący jeden z mechanizmów wyjaśniających, dlaczego niektore inwestycje kosztują czasem nawet kilkakrotnie więcej niż powinny kosztować.

 

Pikanteri dodaje tutaj fakt, że osoba nadzorująca – w ramach swoich obowiązków służbowych - powyżej wskazaną inwestycję, teraz chwali się w mediach, w tym w mediach społecznościowych, swymi "osiągnięciami", i... najprawdopodobniej zamierza ubiegać się o funkcję Prezydenta Włocławka!

 

Skoro MY-mieszkańcy (podobnie zresztą jest w skali całego kraju) nie możemy liczyć na prokuraturę, CBA i inne służby w pilnowaniu NASZEJ własności (naszej kasy), to co możemy zrobić?

Znowu wyjaśnię na przykładzie, kolejnej "inwestycji", która bulwersuje miasto.

 

Jeden z dwóch basenów miejskich stał, co najmniej, ponad rok zamknięty i nie był remontowany, choć... miał być remontowany.

Złośliwi twierdzą, że czekał, aż "dyżurny wykonawca" największych inwestycji za tej kadencji (za poprzedniego "włodarza" był inny – zmienił się "włodarz" i zmienił się "dyżurny wykonawca") zakończy poprzednią "inwestycję".

A że inwestycja się wlokła...

 

Remont tego basenu miał skończyć się na poczatku sierpnia br. i miał kosztować około 13 milionów zł brutto.

Remont jest nadal "rozgrzebany", a wice-prezydent miasta oficjalnie poinformowała, że remont będzie kosztował ponad 15 milionów zł.

Co poniektórzy są jednak przekonani, że remont skończy się najpewniej pod koniec roku (oby!), a ostateczny koszt remontu wyniesie blisko 20 milionów... jeśli nie więcej!

 

Za te pieniądze można od podstaw wybudować NOWY BASEN.

Dodatkowej pikanterii (smutnej jednak dla mieszkańców) przysparza FAKT, że... remont nie obejmuje najważniejszej części basenu, czyli tzw. niecki.

Zostanie stara, psująca się, "pamiętająca" PRL.

 

Oczywiście, ta sytuacja wywołuje szereg komentarzy, domysłów itd.

A problem polega na tym, że "nikt nic nie wie".

 

Dlaczego?

Ano dlatego, że zgodnie z obowiązującymi przepisami w tzw. "BIP-ie", czyli w Biuletynie Informacji Publicznej, jest obowiązek upublicznienia jedynie tych dokumentów, które dotyczą zamówienia.

Nie ma jednak obowiązku upubliczniania dokumentów z realizacji zamówienia, czyli:

  • faktycznie podpisanej umowy (jest jedynie jej wzór);

  • aneksów do tej umowy;

  • protokołów z kontroli i z odbiorów częściowych;

  • protokołu przekazania środków trwałych (PT);

  • faktur, dokumentujących wypłaty dla wykonawcy;

  • protokołu z ostatecznego odbioru;

  • informacji o ewentualnych karach nałożonych na wykonawcę, np. za opóźnienie wykonania;

  • itd.

  • Itd.

 

I tu tkwi jedna z przesłanek wyjasniająca sedno wszystkich PATOLOGII nie tylko we Włocławku, ale w całym kraju!

 

Jak mamy choćby próbować KONTROLOWAĆ naszych "wybrańców", skoro – tak naprawdę – nie mamy żadnej wiedzy, na przykład o tym, jak oni wydają NASZĄ kasę?

Dlatego domagajmy się, a teraz w kampani MUSZĄ nas słuchać, PEŁNEJ JAWNOŚCI funkcjonowania urzędów i – co ważne – spółek komunalnych!

 

Domagajmy się upublicznienia w internecie nie tylko pełnej dokumentacji dotyczącej inwestycji, ale pełnej dokumentacji dotyczącej WSZYSTKICH wydatków z publicznej (czyli naszej) KASY!

 

MAMY TAKIE PRAWO!

 

Na pewno będą kandydaci, którzy PEŁNĄ JAWNOŚĆ w funkcjonowaniu miasta/gminy... uczynią ważnym elementem swojego programu wyborczego.

A jeśli wygrają...

A jeśli wygrają, to otaczająca nas najbliższa "rzeczywistość" może się zmienić.

 

Dzisiaj, co prawda, zgodnie z ustawą o dostępie do informacji publicznych, także możemy domagać się od urzędników informacji – trzeba mieć jednak dużą determinację i sporo czasu, aby zgromadzić pełną dokumentację dotyczącą tylko jednej inwestycji.

I nie możemy mieć przy tym pewności, że dotarliśmy do wszystkich istotnych dokumentów.

To skutecznie zniechęca prawie wszystkich mieszkańców.

 

Zupełnie inna sytuacja byłaby wtedy, gdyby wszystkie dokumenty dotyczące , na przykład, budowy wspomnianej wcześniej przystani, czy remontu wspomnianej wcześniej pływalni, dostępne byłby – w sposób przejrzysty i uporządkowany – w osobnych dla każdej inwestycji folderach na stronie Urzędu Miasta.

 

Niepotrzebne są nam kosztowne firmy audytorskie.

To my – mieszkańcy, siedząc sobie wygodnie w fotelu, możemy na swych komputerach być audytorami tego, jak urzędnicy, w tym w spółkach miejskich (komunalnych), zarządzają NASZĄ kasą.

 

PS. Oczywiście, tekst ten nie aspiruje do opisu całej rzeczywistości samorządów

i nie opisuje działalności wszystkich samorządów.

Dotyczy tylko opisu fragmentu tej rzeczywistości pokazanej w oparciu o "stan rzeczy" w jednym z miast oraz pokazuje, jakie PRAWA mają mieszkańcy i czego mogą się domagać - nie tylko we Włocławku, ale w całym kraju.

..........

Inne artykuły autora na:

  1. http://grudziecki.salon24.pl/

  2. http://naszeblogi.pl/blog/5461

  3. http://niepoprawni.pl/blogi/dariusz-grudziecki

  4. http://www.mpolska24.pl/blog/demokracja-czy-postmonarchia

  5. www.ppfln.pl

     

 

 

 

                                                                           17.08.2018

Komuna i pogarda dla "petenta" nadal kwitnie w Wydziale Komunikacji!

Po iluś tam latach spokoju spotkało mnie znowu nieszczeście, polegające na konieczności udania się do Wydziału Komunikacji na Kościuszki.

Mając w pamięci poprzednie "traumatyczne" wizyty, "profilaktycznie" zrobiłem rozpoznanie w poniedziałek i we wtorek.

Widok kolejki kilkudziesięciu osób skutecznie wyleczył mnie jednak z chęci "załatwienia sprawy z marszu".

Wczoraj podjechałem więc pod tę "twierdzę" zaraz po 7.00 i okazało się, że... jestem 14 w kolejce!

Jak się dowiedziałem, osoba na czele kolejki ustawiła się w niej o godzinie 5-tej!

Dodam, że obsługa w Wydziale Komunikacji rozpoczyna się od 8.00, choć urząd jest czynny – za wyjątkiem wtorku - od 7.30.

Od razu przypomniały mi się realia PRL-U, gdzie kolejki były po wszystko.

 

Jak już sobie trochę postaliśmy na parterze w korytarzu, obok biur SLD (w tym samym miejscu od prawie 30 lat), gdzie pikanterii dodaje tabliczka na drzwiach, na której od góry jest napis "Sojusz Lewicy Demokratycznej", a niżej "Rada Miejska" (ciekawe, jaki podmiot mieści się więc w budynku przy Zielonym Rynku – pewnie jacyś "przebierańcy), to o 7.30 ochrona łaskawie pozwoliła nam podreptać korytarzami, jak w jakiejś jaskini, pod siedzibę tego arcy-ważnego urzędu na pierwszym piętrze.

Było już nas prawie 30-ści osob, a w poczekalni o powierzchni około 20 metrów "władza-łaskawcy" ustawiła parę krzesełek i ławkę.

Podpieralismy więc ściany.

I tak przez następne pół godziny.

 

O ośmej łaskawie otworzyły się 3 okienka z (6 ogółem) i trzech pierwszych szczęśliwców – oni po 3- ech godzinach oczekiwania – podeszło pod stanowiska obsługowe, wyglądające jak z najgłębszej komuny, gdzie władza odgradzała się od petentów kratami.

Tutaj zamiast krat jest mur, w którym są okna z uchylną od dołu częścią.

Przed oknem tym PETENT musi stać i musi schylać kark, aby móc cokolwiek powiedzieć i cokolwiek usłyszeć.

A władza siedzi wygodnie rozparta w fotelach!

No cóż – petent musi czuć, "kto rządzi" i "gdzie ma go władza"!

 

Po jakiś 15 dalszych minutach dwóch pierwszych "szczęśliwców" z kwitkami w rękach pomaszerowało do kasy piętro niżej i jakieś sto metrów dalej

(Zamykanej, zresztą, z reguły wcześniej – przed końcem urzędowania urzędu).

Ktoś pomyślałby, że w tym momencie zacznie się obsługa następnych osób z kolejki!

Kolejny błąd!

Nie w tym mieście i nie w tym urzędzie!

W okienkach pojawiły się żółte tabliczki z napisem: "Trwa rejestracja pojazdu".

 

Z ciekawości podejrzałem, co robi PAN – URZĘDNIK w najbliższym okienku.

Wyraźnie znudzony, choć niedawno zaczął robotę, wygodnie rozparty w fotelu coś tam leniwie czasem postukał na klawiaturze, w międzyczasie patrzył sobie na telefon, rozglądał się po biurze "sennym okiem", czasem zagadał do koleżanki z naprzeciwka (siedzącej przy zamkniętym okienku – ciekawe, co robiła?)...

 

Po jakiejś godzinie w tłumie oczekujących zaczęły się dowcipy i grupa zaczęła się wyrażnie integrować.

I to jednak nie było w stanie zniwelować narastającej frustracji, wkurzenia, oburzenia....

Ktoś przypomniał, że ten "bu...del" trwa w tym samym miejscu już prawie 30-ści lat.

Ktoś dodał, że przez cały ten czas rzadzi w tym "urzędzie" ta sama naczelniczka!

Ktoś skwitował, że w całym Włocławku od 30-tu lat dominuje ta sama SITWA!

 

Ktoś – wyraźnie wściekły – nie wytrzymał i skitował całą sytuację stwierdzeniem:

"Trzeba by ten cały bajzel roz.... lić kałachem"!

Aby powstrzymać ewentualne dalsze emocje przywołałem przykład "faceta", który sfrustrowany traktowaniem przez ZUS wykrzyknął, że trzeba by wysadzić tę instytucję w powietrze... i zabrała go brygada antyterrorystyczna.

 

Śmiech i "uwagi" pod adresem urzędników rozładowały trochę sytuację.

Ktoś zadał pytanie, co się bardziej opłaca: ustawić się w kolejce o 5-tej rano, czy przyjechać później i "odstać swoje" w kolejce przed okienkami.

Bywalcy skwitowali ten dylemat stwierdzeniem, że wychodzi to na równo, bo w jednym i drugim przypadku czekanie trwa co najmniej od 3 do 4 godzin w zależności od dnia.

 

Ktoś zażartował, że aby załatwić sprawę w tym wydziale, to trzeba brać urlop!.

Ktoś zadał pytanie: a gdzie jeszcze w Polsce można mieć na urlopie takie "atrakcje"?

 

O 10.30, po ponad trzech godzinach oczekiwania mogłem w końcu z pochylonym karkiem stanąć przed "władzą".

A po dwóch minutach podreptałem do domu, bo "władza" łaskawie mnie poinstruowała, że nie mam jednego papierka (pełnomocnictwa od żony – pojazd jest we współwłasności).

Poinformowałem "Pana urzędnika", że zgodnie z unormowaniami zapisanymi w art. 36 – 37 Kodeksu Rodzinnego i Opiekuńczego do załatwienia tej sprawy takie pełnomocnictwo nie jest potrzebne, bo takie upoważnienie dla każdego z małżonków do rozporzadzania rzeczą tego typu jest wpisane w te właśnie przepisy.

I że tym bardziej takie pełnomocnictwo nie jest konieczne w tym przypadku, bo w wyniku mojej czynności nie zachodzą żadne zmiany w statusie prawnym samochodu (samochód pozostaje nadal we współwłasności).

Urzędnik "zajrzał w główę" wypatrując przez 2-3 minuty jakiejś muchy na suficie, po czym odburknął:

"Nas to nie obowiązuje"!!!!

 

Zamurowało mnie!

W udzielnym księstwie – w Wydziale Komunikacji UM we Włocławku – nie obowiązują polskie przepisy!

 

Rozumiem, że "urzędnik" mógł podać jakiś przepis szczególny, mający pierwszeństwo przed unormowaniami KRiO!

Ale taka odpowiedź – SZOK!

 

Przed podjęciem pierwszej próby załatwienia swej sprawy wielokrotnie dzwoniłem do Wydziału Komunikacji, aby upewnić się, jakie potrzebuję mieć z sobą dokumenty itd.

Niestety – nikt nie raczył podjąć słuchawki, pomimo że wydzwaniałem chyba pod wszystkie podane na stronie UM numery telefonów.

 

Na podstronie Wydziału Komunikacji także próbowałem znaleźć jakieś tam informacje dotyczące mojej sprawy (raczej typowej), a także chciałem pobrać i wypełnić w domu odpowiednie wnioski, aby nie robić tego w urzędzie "na kolanie".

Nic z tych rzeczy!

Poza paroma "bzdetami" nie ma na tej stronie niczego użytecznego dla OBYWATELA/MIESZKAŃCA!

 

Przed odejściem od okienka, zadałem "Panu – urzędnikowi" pytanie, gdzie mogłem znaleźć informacje o sposobie załatwienia mojej sprawy.

Odburknął: "W BIP-ie".

Kiedy wyjaśniłem mu, że nic tam takiego nie ma i że nie ma tam nawet wniosków (DRUKÓW) do pobrania, to odburknął: "To nie moja sprawa"!

 

Czeka mnie więc kolejne podejście do załatwienia sprawy, którą w tym samym mieście (na Brzeskiej w starostwie powiatowym powiatu włocławskiego ziemskiego) inni załatwiają z marszu w 20 minut.

Ale oni nie są mieszkańcami Włocławka i nie są zameldowani we Włocławku!

Zresztą, obsługa w starostwie to "żadna łaska", to POWINIEN być minimalny standard wszędzie.

Zresztą w większości urzędów – poza Włocławkiem – tak jest.

 

W tej kadencji (nie)rządziła we Włocławku najpierw koalicja Platformy z PIS-em.

Teraz (nie)rządzi koalicja Platformy z SLD.

I ten sam UKŁAD niszczy to miasto od 30 lat!

PO to wczesniej UW i UD.

PIS (PC) był częścią AWS.

 

Patrząc na to, co zrobili z miastem o ogromnych możliwościach i o świetnej lokalizacji, można by się spodziewać, że "radni" i "włodarze" z tych formacji schowają się w mysią dziurę ze wstydu!

Jak widać – nic z tych rzeczy!

Wychodzą i bredzą o swoich "osiagnięciach" i o tym, czego to nie zrobią dla "Włocławka".

A ile robią po wyborach – widać po sposobie traktowania mieszkańcow w Wydziale Komunikacji!

 

Niedawno "radcy" miejscy uchwalili plan rewitalizacji Sródmieścia.

Planują wydać na to ponad 250 MILIONÓW złotych.

Oczywiście, cały ten plan to jeden wielki "bzdet" (zachęcam do lektury – dawno się tak nie uśmiałem, jak przy tej lekturze).

W większości pozostanie on na papierze, nie tylko dlatego, że jest on oderwany od realiów i wzajemnie się wykluczający.

Owszem, już zmarnowano na jego "relizację" setki tysięcy, jeśli nie miliony złotych,

między innymi na opłacenie firm z Torunia.

I pewnie zmarnują jeszcze więcej.

 

Plan ten pozostanie na papierze – podobnie jak poprzednie "plany" rewitalizacji - bo Włocławek ma obecnie prawie 300 MILIONÓW długu, czyli więcej niż faktyczne – bez "pieniędzy znaczonych" z budżetu centralnego np. na oświatę, pomoc społeczną itd. - roczne dochody miasta!

 

W ramach wyżej wskazanego planu ci "radcy" zamierzają wydać 7 MILIONÓW złotych na remont tylko jednej kamienicy na 3 Maja, choć za takie pieniądze DOBRY GOSPODARZ wybudowałby od nowa 7 takich kamienic.

 

Zresztą – jeżeli w planach na remont zapisano 7 milionów - to w rzeczywistości, gdyby mogli, utopiliby pewnie 2 razy tyle.

Pseudo – remont pływalni "Delfin" miał przecież kosztować około 13 milionów (brutto), a już jest mowa o ponad 15 milionach!

Rremont się wlecze i według ocen osób znających "od podszewki" istniejące realia – ostatecznie będzie kosztował ponad 20 MILIONÓW!

 

W tej wyżej wskazane wyremontowanej kamienicy "radcy" planują zrobić kolejne biuro i zatrudnić kolejnych urzędników – do obsługi rewitalizacji.

Tyle może zrealizują!

Przecież kolejni koledzy partyjni i znajomi chetnie usadowią się na etacie!

 

A może Panowie radcy – bo do "włodarza" miasta nie ma sensu się zwracać, zresztą za "chwilę" już go nie będzie – może, zamiast marnować kolejne dziesiątki MILIONÓW złotych, warto byłoby zrealizować takie "drobiazgi" (w stosunku np. do wyżej wskazanych "planów"):

  1. w pierwszej kolejności, od zaraz, zatrudnić kilku dodatkowych "urzędników" do Wydziału Komunikacji, a jeszcze lepiej – przenieść do tego wydziału urzędników z innych wydziałów, po to aby przez wszystkie dni urzędowania było otwartych 6 okienek, ewentualnie wydłużając też godziny urzędowania;

    może najpierw w wybrane dni (mieszkańcy przecież pracują i dla wielu ułatwieniem byłaby mozliwość załatwienia sprawy po południu)

  2. dokształcić, a także nauczyć obecnych urzędników, jak i tych nowych, właściwej obsługi OBYWATELI/MIESZKAŃCÓW, bo to MY w mieście jesteśmy właściwymi suwerenami (właścicielami miasta);

  3. przenieść Wydział Komunikacji do odpowiedniego budynku w CENTRUM miasta (a nie, jak jest w planach – na ulicę Krętą), bo to może być jednym z działań służących FAKTYCZNEJ (a nie fasadowej) rewitalizacji Śródmieścia.

     

    Za trudne?

    No właśnie – i wszystko w temacie!

 

I na koniec, tak na marginesie – kiedy stałem przez ponad 3 godziny w kolejce do okienka, widziałem urzędników najpierw wchodzących do budynku, obok kolejki, a potem przemykających się po ciasnym korytarzu, między "PETENTAMI".

W większości – poza jednym nadętym "bucem" (pewnie jakiś "kierownik") - przemykali się ze spuszczoną głową, unikając wzroku "PETENTÓW".

 

Było widać, że jest im najzwyczajnej w świecie – wstyd!

 

                                                                9.08.2018 r.

Tak, jak na zdjęciu obok wygląda lodowisko miejskie przy "Hali Mistrzów", będące w gestii OSiR.
A największy problem wcale nie polega na tym, że zielsko przerasta tzw. "kapilary" (ich część), zakupione 4-5 lat temu za ponad 100 tysięcy złotych!

Jak twierdzą osoby "obeznane w temacie" główny problem polega na tym, że kapilary, czyli widoczne na zdjęciu specjalne "gumy" pokrywające taflę lodowiska, służące do wytwarzania lodu, w ogóle nie powinny być wystawione na mocniej grzejące słońce, nie mówiąc o oddziaływaniu na nie słońca przy temperaturach ponad 30º.
Kapilary te powinny być zwijane lub osłonięte od słońca NAJPÓŹNIEJ POD KONIEC MARCA (co do zasady).

Wymagania dotyczące takiego właśnie "obchodzenia się" z tym urządzeniem (częścią urządzenia)
wynikają z tzw. "aprobaty technicznej".

Oczywiście, dyrekcja OSiR-u najprawdopodobniej będzie próbowała mataczyć, "odwracać kota ogonem" itd.
Niech pokaże wtedy dokument tej "aprobaty technicznej", z której będzie wynikać, że kapilary mogą:
 - przerastać zielskiem;
 - być wystawione na 30-to stopniowe słońce.

Lodowisko jest NASZĄ WSPÓLNĄ WŁASNOŚCIĄ – WŁOCłAWIAN!
Dyrekcja OSiR bierze "CIĘŻKIE PIENIĄDZE" za to, że POWINNA dbać o tę naszą wspólną własność!

Jak dba, widać na zdjęciach!

"Rajcy" miejscy opowiadają bajki o basenach (chyba, że metalowych/plastikowych "jednoosobowych"!), o jeziorach (chyba, że do przepłynięcia!), a nie potrafią przypilnować, żeby:
- wspólny majątek był odpowiednio zabezpieczony;
- aby remonty były zakończone w terminie (np. pływalni);
- aby obiekty, wyremontowane za "grube" MILIONY złotych, nie sypały się wkrótce po zakończeniu remontu;
- ....
- ....

Ale – czego się spodziewać!

Przecież od prawie trzydziestu lat Włocławek degraduje wciąż to samo PARTYJNE "towarzystwo wzajemnej adoracji"; z SLD, z PO (UW, UD) i z PIS (AWS)!

                                                                                   Lato w mieście                                                       02.08.2018 r.

Upał ponad 30°, żar leje się z nieba, a jedyny czynny basenik miejski w konserwacji!

Remont drugiego wlecze się i partaczy.

Koszt tego pseudo - remontu już jest wyższy od kosztów wybudowania NOWEGO basenu!

A przy tym – jego najważniejsza część, czyli niecka, pozostaje stara (z czasów PRL), choć wcześniej co roku musiała być poprawiana, choćby dlatego,

że spod spodu, spod izolacji, wydostaje się regularnie czarna maź.

 

Dotychczasowi "włodarze" miasta, "wybitni działacze partyjni" z obecnej "koalicji" PO - SLD i z poprzednich np. PO – PIS, chwalą się swymi rzekomymi osiągnięciami.

A czy nie można było – zamiast baseniku i pseudo-remontu – wybudować porządny kompleks basenowy, składający się choćby z kilku-kilkunastu

torów 50-metrowych oraz z kilkunastu torów krótszych?

Czy Włocławek nie zasługuje na PORZĄDNĄ pływalnię?

A przy tym, koszty funkcjonowania, w tym przede wszystkim koszty obsługi (ilość koniecznych etatów) takiego KOMPLEKSU byłyby mniejsze!

 

Podobno Włocławka na taką pływalnię nie stać.

I TERAZ to jest prawda – chwalipięty wyżej wskazani tak zadłużyli miasto, że tylko w tym roku musieli/muszą POŻYCZYĆ:

  • 27 MILIONÓW i ponad 264 TYSIĘCY zł na POKRYCIE DEFICYTU w budżecie;

  • 31 MILIONÓW i ponad 892 TYSIĘCY zł na SPŁATĘ dotychczasowego DŁUGU.

     

RAZEM to daje ponad 59 MILIONÓW nowego DŁUGU!!!

 

W 2018 roku DŁUG Włocławka - wygenerowany WSPÓLNIE przez "wybitnych działaczy partyjnych" z w/w ekip - już jest GIGANTYCZNY i wynosi

286 MILIONÓW 829 tysięcy złotych!

Jest to więcej niż wszystkie roczne dochody miasta!

(bez "pieniędzy znaczonych", np. z budżetu państwa, np. na subwencję oświatową)!!!

 

Obsługa tego długu tylko w 2018 roku kosztuje Włocławek 10 MILIONÓW zł (9 949 545 zł)!!!

 

Nic dziwnego, że Włocławka teraz – PRZY TAKIM ZARZĄDZANIU – na niewiele stać.

 

Ale Włocławka na pewno NIE STAĆ:

  • na takie remonty, jak pseudo - remont pływalni Delfin;

  • na dawanie zleceń firmom, które NIE DOTRZYMAŁY TERMINU przy poprzednich wykonaniach;

  • na dawanie zleceń firmom, które wcześniej "spartaczyły robotę".

 

I – przede wszystkim – Włocławka już nie stać na obecny stan rzeczy, w którym Włocławianie nie mają faktycznie wpływu na nic w mieście!!!

(poza wrzuceniem kartki do urny wyborczej raz na cztery lata)

 

Czas zmienić:

      - sposób zarzadzania miastem;

     -  sposob zarządzania przestrzenią miejską;

    - zasady podejmowania w mieście kluczowych decyzji.

 

I nie tylko to!

 

Wczoraj – 1 sierpnia – przy pomniku w Parku Łokietka odbyły się obchody 74 rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego.

Obecny "włodarz" miasta wykorzystał, oczywiście, to wydarzenie na lans.

Był tym tak pochłonięty, że nie zauważył, że nigdzie w zasięgu wzroku nie było kosza, gdzie można by wyrzucić butelkę po wodzie (było ponad 30 stopni upału).

 

A przewidzenie, ze trzeba by ustawić toy-toya gdzieś na uboczu – to już zbyt duży wysiłek umysłowy!

Przykro było patrzeć, jak starsi ludzie musieli szukać miejsca po krzakach – z wiadomych przyczyn.

 

Czas skończyć z takim "gospodarzeniem!"

 

https://web.facebook.com/ppfln.wloclawek/

 

WWW.PPFLN.PL

 

 

                                                                                 18.08.2017 r.

        Obchody stulecia odzyskania niepodległości w błocie!

W sobotę 14 lipca b.r. wybrałem się wraz z rodziną do Kłóbki, gdzie w odbudowanym za 9 milionów złotych dworku Orpiszewskich (w tym Marii z Wodzińskich Orpiszewskiej, w której w młodości "durzył" się F. Chopin) miał się odbyć koncert muzyki patriotycznej w ramach cyklu obchodów z okazji stulecia odzyskania niepodległości przez nasz kraj.

 

 

Koncert był zaplanowany na tarasie przy dworku, a w przypadku deszczu – w zabytkowym drewnianym kościółku Kujawsko-Dobrzyńskiego Parku Etnograficznego, będącego filią Muzem Ziemi Kujawskiej i Dobrzyńskiej we Włocławku. 

W sobotę od rana lało, podobnie zresztą jak kilka dni wcześniej i jak też prognozowano na kolejne dni.

I, kiedy na pół godziny przed koncertem zasiedliśmy na drewnianych ławkach przed dworkiem – chmury znowu "zaczęły robić swoje".

Kiedy już dobrze naleciało co poniektórym za kołnierze wody z parasoli sąsiadów, drzwi dworku się otworzyły i "gospodarz" (chyba "dyrektor" w/w muzeum) łaskawie zaprosił wszystkich do środka, informując, że koncert zostaje przeniesiony do kościółka na terenie Parku Etnograficznego.

 

Po jakiejś kolejnej półgodzinie, wypełnionej całkiem interesującą opowieścią o historii dworu i patriotycznej rodziny Orpiszewskich przez Panią zatrudnioną w w/w muzeum, zostaliśmy skierowani na koncert do kościółka.

 

I tu większość przybyłych przeżyła szok!

Zebranych było około 70-ciu osób. Do kościółka udało się dostać pewnie około trzydziestu, przy czym niektórzy wychodzili na zewnątrz z powodu niesamowitej duchoty (parny dzień, zamknięte na stałe okna, jedne wąskie drzwi wejściowe).

 

Artyści, młodzi i zaangażowani, a pewnie i bardzo zdolni, starali się wykonać swoją robotę najlepiej jak mogli.

Tyle, że większość przybyłych – w tym ja – nie miało szansy ich wysłuchać.

 

Owszem, obsługa bardzo się starała i sprawnie dowiozła ławki i krzesełka, tyle tylko, że te ich starania i tak szły na marne.

Z powodu deszczu lejącego się na parasole, ale przede wszystkim dlatego, że dźwięk wydobywał się jedynie przez wąskie drzwi

(i grube drewniane ściany), praktycznie słychać było niewiele lub nic.

Do tego masowo "cięły" komary i jeszcze większe jakieś "paskudztwa" (pewnie tzw. "bąki"), więc o skoncentrowaniu się na słuchaniu

niesłyszalnej muzyki tym bardziej nie było co marzyć.

 

Część osób po prostu zrezygnowała, część starała się jednak pozostać do końca, szczególnie wtedy, gdy w środku były osoby,

z którymi przybyli.

 

A oto, jak zaprezentowano to wydarzenie na stronie w/w muzeum: http://muzeum.wloclawek.pl/skansenie-rozbrzmiala-muzyka/

 

Piękne zdjęcia, omdlewający z zachwytu odbiorcy!

Nic tylko przyznać osobie odpowiedzialnej za to wydarzenie premie, a nawet medal!

 

W Kłóbce jest piękny murowany kościół, mogący pomieścić dużo więcej osób niż przybyło na koncert.

Utwory Fryderyka Chopina, Mieczysława Karłowicza, Stanisława Moniuszki, a także znane pieśni wojskowe, z których składał się

koncert, wykonane w takiej scenerii, rzeczywiście mogłyby pubudzić uczucia patriotyczne i narodowe.

 

Gdyby z jakichś przyczyn koncert w kościele był niemożliwy – w Kłóbce jest jeszcze remiza.

Zresztą – koncert mógł odbyć się w dworku Orpiszewskich, w dwóch - trzech sąsiadujących ze sobą pokojach (niektóre wielkości

w/w kościółka), przy otwartych (dość szerokich lub nawet bardzo szerokich) drzwiach.

 

Pozostaje tylko zapytać, czy to, co się "odbyło", to przejaw wyjątkowej niekompetencji organizacyjnej, połączonej z zadufaniem,

co do swojej osoby, i lekceważeniem przybyłych czy sabotaż?

 

Smutne jest to, że to jednostkowe "zdarzenie" jest najprawdopodobniej swoistym pars pro toto, o czym świadczy choćby składanie

przez (P)ADa wieńca pomordowanym na Wołyniu Polakom - na glebie.

Bo kilkadziesiąt tysięcy ofiar nie tylko, w wielu przypadkach, nie ma grobów, ale nie ma nawet odpowiedniego pomnika/muzeum,

przypominającego o dokonanym na nich ludobójstwie.

 

                                          14.02.2014 r.

Brońmy lokalnej produkcji!

Włocławski keczup - obok zespołu koszykarskiego - jest tym, co najbardziej kojarzy się z Włocławkiem. Jest "marką", która promuje miasto. Jeżeli gdzieś w Polsce rozmawia się o Włocławku, to z reguły pojawiają się te skojarzenia.

Zniszczenie (zlikwidowanie) KZPOW – do czego, jak „okoliczności” mogą wskazywać http://www.strefabiznesu.pomorska.pl/artykul/zaklad-produkujacy-znany-w-polsce-ketchup-wloclawek-przegrywa-z-lowiczem-co-dalej-84695.html) prowadzi polityka obecnych właścicieli, to utrata wielu miejsc pracy w mieście o wysokim bezrobociu oraz pozbawienie setek rolników możliwości sprzedaży swych produktów.

W tej sytuacji gołosłowne obietnice Pana Prezydenta, że „pomoże w poszukiwaniu inwestorów”, a nawet, że łaskawie „zwolni tych inwestorów z części podatków” (jak zakład padnie nie będzie żadnych wpływów dla miasta) są – de facto - „nic nierobieniem”. Są biernym oczekiwaniem na rozwój wypadków.

 

Mam pytanie – ile pieniędzy przeznacza rocznie Włocławek na marketing, na promocje?

Chyba najlepszą promocją Włocławka jest wytwarzany tu od wielu lat produkt, przez wielu uznawany za najlepszy tego typu produkt w Polsce?

Co stoi na przeszkodzie, żeby zamiast marnować pieniądze na „pijar”, którego skuteczność jest wiadoma, przeznaczyć te pieniądze na zakup zakładu?

Co stoi na przeszkodzie, aby miasto utworzyło spółkę, która kupi KZPOW?

Skoro dla obecnych właścicieli zakład jest „utrudnieniem” w funkcjonowaniu całej firmy, to cena powinna być niska. Tym bardziej, że unikną oni wtedy konieczności wypłacenia kosztów odpraw i innych kosztów.

A pieniądze na zakup? Chyba miasto jest wiarygodnym kredytobiorcą, a odsetki od kredytu będą chyba niższe niż wydatki na marketing w następnych latach?

 

Niestety, obawiam się, że ten scenariusz – bardzo korzystny dla Włocławka, bardzo korzystny dla KZPOW oraz bardzo korzystny dla dostawców, okolicznych rolników – nie tylko nie zostanie zrealizowany, ale że nawet nie pojawi się próba jego zrealizowania.

Dlaczego? Bo wybory samorządowe już jesienią. I trzeba promować Włocławek w lokalnych mediach. Tak - niejako przy okazji - także „włodarza” miasta.

Jeżeli się mylę, niech Pan Prezydent to udowodni swym działaniem ukierunkowanym na uratowanie KZPOW i ukierunkowanym na trwałe związanie tego zakładu z miastem.

 

To, co się dzieje obecnie z KZPOW i wokół KZPOW jak w pigułce pokazuje absurdalność sloganów (niby – teorii) ekonomicznych, głoszonych w Polsce od 25 lat. Politycy i ekonomiści, którzy nie potrafią trafnie przewidzieć niczego (wystarczy prześledzić ich wypowiedzi przed kryzysem i po jego „wybuchu”), głoszą hasła „wolnego rynku”, ale nie zauważają, że pojęcie to odnosi się do dwóch różnych zjawisk: do rzeczywistości i do abstrakcyjnego modelu.

Model ekonomiczny zakłada, że w drodze absolutnie wolnej (tzw. „doskonałej”) konkurencji na rynku pozostaną najlepsze produkty i najzdrowsze firmy.

Być może mogło by się tak stać, gdyby na realnym rynku rzeczywiście istniała ta „doskonała konkurencja”, zakładająca, między innymi istnienie bardzo wielu podmiotów.

 

W rzeczywistości silniejsi dążą do uzyskania pozycji najbliższej monopolowi, eliminując słabszych z rynku wcale nie lepszym produktem, ale przy użyciu wielu zupełnie innych metod. Jedną z nich możemy obserwować na przykładzie KZPOW.

Ta akurat polega ona na kupnie konkurencyjnego podmiotu po to, żeby zlikwidować konkurenta (nawet jeśli jest on „dochodowy”). Tym bardziej, jeśli produkuje coś lepiej.

 

Przez 25 lat polskie firmy były niszczone – przy wydatnym wsparciu kolejnych rządów (pewnie wszystkich) – przez zachodni kapitał. Teraz w tym „procederze” bierze udział także kapitał polski.

 

Wolny rynek” jest mitem. W realnym świecie „rynek” jest częścią państwa, które ustanawia w swych przepisach „reguły gry” dla podmiotów ekonomicznych na swoim terenie.

Niestety, państwo polskie od 25 lat ustanawia „reguły gry”, które są korzystne - ale nie dla nas, Polaków.

 

 17 września - w 79 rocznicę bandyckiej napaści Rosji Sowieckiej na nasz kraj, składamy kwiaty pod pomnikiem w Parku Łokietka dla uczczenia ofiar tej agresji.