Komuna i pogarda dla "petenta" nadal kwitnie w Wydziale Komunikacji!

Po iluś tam latach spokoju spotkało mnie znowu nieszczeście, polegające na konieczności udania się do Wydziału Komunikacji na Kościuszki.

Mając w pamięci poprzednie "traumatyczne" wizyty, "profilaktycznie" zrobiłem rozpoznanie w poniedziałek i we wtorek.

Widok kolejki kilkudziesięciu osób skutecznie wyleczył mnie jednak z chęci "załatwienia sprawy z marszu".

Wczoraj podjechałem więc pod tę "twierdzę" zaraz po 7.00 i okazało się, że... jestem 14 w kolejce!

Jak się dowiedziałem, osoba na czele kolejki ustawiła się w niej o godzinie 5-tej!

Dodam, że obsługa w Wydziale Komunikacji rozpoczyna się od 8.00, choć urząd jest czynny – za wyjątkiem wtorku - od 7.30.

Od razu przypomniały mi się realia PRL-U, gdzie kolejki były po wszystko.

 

Jak już sobie trochę postaliśmy na parterze w korytarzu, obok biur SLD (w tym samym miejscu od prawie 30 lat), gdzie pikanterii dodaje tabliczka na drzwiach, na której od góry jest napis "Sojusz Lewicy Demokratycznej", a niżej "Rada Miejska" (a nie "Rada Miejska SLD":  ciekawe więc, jaki podmiot mieści się więc w budynku przy Zielonym Rynku – pewnie jacyś "przebierańcy),  to o 7.30 ochrona łaskawie pozwoliła nam podreptać korytarzami, jak w jakiejś jaskini, pod siedzibę tego arcy-ważnego urzędu na pierwszym piętrze.

Było już nas prawie 30-ści osob, a w poczekalni o powierzchni około 20 metrów "władza-łaskawcy" ustawiła parę krzesełek i ławkę.

Podpieralismy więc ściany.

I tak przez następne pół godziny.

 

O ośmej łaskawie otworzyły się 3 okienka z (6 ogółem) i trzech pierwszych szczęśliwców – oni po 3- ech godzinach oczekiwania – podeszło pod stanowiska obsługowe, wyglądające jak z najgłębszej komuny, gdzie władza odgradzała się od petentów kratami.

Tutaj zamiast krat jest mur, w którym są okna z uchylną od dołu częścią.

Przed oknem tym PETENT musi stać i musi schylać kark, aby móc cokolwiek powiedzieć i cokolwiek usłyszeć.

A władza siedzi wygodnie rozparta w fotelach!

No cóż – petent musi czuć, "kto rządzi" i "gdzie ma go władza"!

 

Po jakiś 15 dalszych minutach dwóch pierwszych "szczęśliwców" z kwitkami w rękach pomaszerowało do kasy piętro niżej i jakieś sto metrów dalej

(Zamykanej, zresztą, z reguły wcześniej – przed końcem urzędowania urzędu).

Ktoś pomyślałby, że w tym momencie zacznie się obsługa następnych osób z kolejki!

Kolejny błąd!

Nie w tym mieście i nie w tym urzędzie!

W okienkach pojawiły się żółte tabliczki z napisem: "Trwa rejestracja pojazdu".

 

Z ciekawości podejrzałem, co robi PAN – URZĘDNIK w najbliższym okienku.

Wyraźnie znudzony, choć niedawno zaczął robotę, wygodnie rozparty w fotelu coś tam leniwie czasem postukał na klawiaturze, w międzyczasie patrzył sobie na telefon, rozglądał się po biurze "sennym okiem", czasem zagadał do koleżanki z naprzeciwka (siedzącej przy zamkniętym okienku – ciekawe, co robiła?)...

 

Po jakiejś godzinie w tłumie oczekujących zaczęły się dowcipy i grupa zaczęła się wyrażnie integrować.

I to jednak nie było w stanie zniwelować narastającej frustracji, wkurzenia, oburzenia....

Ktoś przypomniał, że ten "bu...del" trwa w tym samym miejscu już prawie 30-ści lat.

Ktoś dodał, że przez cały ten czas rzadzi w tym "urzędzie" ta sama naczelniczka!

Ktoś skwitował, że w całym Włocławku od 30-tu lat dominuje ta sama SITWA!

 

Ktoś – wyraźnie wściekły – nie wytrzymał i skitował całą sytuację stwierdzeniem:

"Trzeba by ten cały bajzel roz.... lić kałachem"!

Aby powstrzymać ewentualne dalsze emocje przywołałem przykład "faceta", który sfrustrowany traktowaniem przez ZUS wykrzyknął, że trzeba by wysadzić tę instytucję w powietrze... i zabrała go brygada antyterrorystyczna.

 

Śmiech i "uwagi" pod adresem urzędników rozładowały trochę sytuację.

Ktoś zadał pytanie, co się bardziej opłaca: ustawić się w kolejce o 5-tej rano, czy przyjechać później i "odstać swoje" w kolejce przed okienkami.

Bywalcy skwitowali ten dylemat stwierdzeniem, że wychodzi to na równo, bo w jednym i drugim przypadku czekanie trwa co najmniej od 3 do 4 godzin w zależności od dnia.

 

Ktoś zażartował, że aby załatwić sprawę w tym wydziale, to trzeba brać urlop!.

Ktoś zadał pytanie: a gdzie jeszcze w Polsce można mieć na urlopie takie "atrakcje"?

 

O 10.30, po ponad trzech godzinach oczekiwania mogłem w końcu z pochylonym karkiem stanąć przed "władzą".

A po dwóch minutach podreptałem do domu, bo "władza" łaskawie mnie poinstruowała, że nie mam jednego papierka (pełnomocnictwa od żony – pojazd jest we współwłasności).

Poinformowałem "Pana urzędnika", że zgodnie z unormowaniami zapisanymi w art. 36 – 37 Kodeksu Rodzinnego i Opiekuńczego do załatwienia tej sprawy takie pełnomocnictwo nie jest potrzebne, bo takie upoważnienie dla każdego z małżonków do rozporzadzania rzeczą tego typu jest wpisane w te właśnie przepisy.

I że tym bardziej takie pełnomocnictwo nie jest konieczne w tym przypadku, bo w wyniku mojej czynności nie zachodzą żadne zmiany w statusie prawnym samochodu (samochód pozostaje nadal we współwłasności).

Urzędnik "zajrzał w główę" wypatrując przez 2-3 minuty jakiejś muchy na suficie, po czym odburknął:

"Nas to nie obowiązuje"!!!!

 

Zamurowało mnie!

W udzielnym księstwie – w Wydziale Komunikacji UM we Włocławku – nie obowiązują polskie przepisy!

 

Rozumiem, że "urzędnik" mógł podać jakiś przepis szczególny, mający pierwszeństwo przed unormowaniami KRiO!

Ale taka odpowiedź – SZOK!

 

Przed podjęciem pierwszej próby załatwienia swej sprawy wielokrotnie dzwoniłem do Wydziału Komunikacji, aby upewnić się, jakie potrzebuję mieć z sobą dokumenty itd.

Niestety – nikt nie raczył podjąć słuchawki, pomimo że wydzwaniałem chyba pod wszystkie podane na stronie UM numery telefonów.

 

Na podstronie Wydziału Komunikacji także próbowałem znaleźć jakieś tam informacje dotyczące mojej sprawy (raczej typowej), a także chciałem pobrać i wypełnić w domu odpowiednie wnioski, aby nie robić tego w urzędzie "na kolanie".

Nic z tych rzeczy!

Poza paroma "bzdetami" nie ma na tej stronie niczego użytecznego dla OBYWATELA/MIESZKAŃCA!

 

Przed odejściem od okienka, zadałem "Panu – urzędnikowi" pytanie, gdzie mogłem znaleźć informacje o sposobie załatwienia mojej sprawy.

Odburknął: "W BIP-ie".

Kiedy wyjaśniłem mu, że nic tam takiego nie ma i że nie ma tam nawet wniosków (DRUKÓW) do pobrania, to odburknął: "To nie moja sprawa"!

 

Czeka mnie więc kolejne podejście do załatwienia sprawy, którą w tym samym mieście (na Brzeskiej w starostwie powiatowym powiatu włocławskiego ziemskiego) inni załatwiają z marszu w 20 minut.

Ale oni nie są mieszkańcami Włocławka i nie są zameldowani we Włocławku!

Zresztą, obsługa w starostwie to "żadna łaska", to POWINIEN być minimalny standard wszędzie.

Zresztą w większości urzędów – poza Włocławkiem – tak jest.

 

W tej kadencji (nie)rządziła we Włocławku najpierw koalicja Platformy z PIS-em.

Teraz (nie)rządzi koalicja Platformy z SLD.

I ten sam UKŁAD niszczy to miasto od 30 lat!

PO to wczesniej UW i UD.

PIS (PC) był częścią AWS.

 

Patrząc na to, co zrobili z miastem o ogromnych możliwościach i o świetnej lokalizacji, można by się spodziewać, że "radni" i "włodarze" z tych formacji schowają się w mysią dziurę ze wstydu!

Jak widać – nic z tych rzeczy!

Wychodzą i bredzą o swoich "osiagnięciach" i o tym, czego to nie zrobią dla "Włocławka".

A ile robią po wyborach – widać po sposobie traktowania mieszkańcow w Wydziale Komunikacji!

 

Niedawno "radcy" miejscy uchwalili plan rewitalizacji Sródmieścia.

Planują wydać na to ponad 250 MILIONÓW złotych.

Oczywiście, cały ten plan to jeden wielki "bzdet" (zachęcam do lektury – dawno się tak nie uśmiałem, jak przy tej lekturze).

W większości pozostanie on na papierze, nie tylko dlatego, że jest on oderwany od realiów i wzajemnie się wykluczający.

Owszem, już zmarnowano na jego "relizację" setki tysięcy, jeśli nie miliony złotych,

między innymi na opłacenie firm z Torunia.

I pewnie zmarnują jeszcze więcej.

 

Plan ten pozostanie na papierze – podobnie jak poprzednie "plany" rewitalizacji - bo Włocławek ma obecnie prawie 300 MILIONÓW długu, czyli więcej niż faktyczne – bez "pieniędzy znaczonych" z budżetu centralnego np. na oświatę, pomoc społeczną itd. - roczne dochody miasta!

 

W ramach wyżej wskazanego planu ci "radcy" zamierzają wydać 7 MILIONÓW złotych na remont tylko jednej kamienicy na 3 Maja, choć za takie pieniądze DOBRY GOSPODARZ wybudowałby od nowa 7 takich kamienic.

 

Zresztą – jeżeli w planach na remont zapisano 7 milionów - to w rzeczywistości, gdyby mogli, utopiliby pewnie 2 razy tyle.

Pseudo – remont pływalni "Delfin" miał przecież kosztować około 13 milionów (brutto), a już jest mowa o ponad 15 milionach!

Rremont się wlecze i według ocen osób znających "od podszewki" istniejące realia – ostatecznie będzie kosztował ponad 20 MILIONÓW!

 

W tej wyżej wskazane wyremontowanej kamienicy "radcy" planują zrobić kolejne biuro i zatrudnić kolejnych urzędników – do obsługi rewitalizacji.

Tyle może zrealizują!

Przecież kolejni koledzy partyjni i znajomi chetnie usadowią się na etacie!

 

A może Panowie radcy – bo do "włodarza" miasta nie ma sensu się zwracać, zresztą za "chwilę" już go nie będzie – może, zamiast marnować kolejne dziesiątki MILIONÓW złotych, warto byłoby zrealizować takie "drobiazgi" (w stosunku np. do wyżej wskazanych "planów"):

  1. w pierwszej kolejności, od zaraz, zatrudnić kilku dodatkowych "urzędników" do Wydziału Komunikacji, a jeszcze lepiej – przenieść do tego wydziału urzędników z innych wydziałów, po to aby przez wszystkie dni urzędowania było otwartych 6 okienek, ewentualnie wydłużając też godziny urzędowania;

    może najpierw w wybrane dni (mieszkańcy przecież pracują i dla wielu ułatwieniem byłaby mozliwość załatwienia sprawy po południu)

  2. dokształcić, a także nauczyć obecnych urzędników, jak i tych nowych, właściwej obsługi OBYWATELI/MIESZKAŃCÓW, bo to MY w mieście jesteśmy właściwymi suwerenami (właścicielami miasta);

  3. przenieść Wydział Komunikacji do odpowiedniego budynku w CENTRUM miasta (a nie, jak jest w planach – na ulicę Krętą), bo to może być jednym z działań służących FAKTYCZNEJ (a nie fasadowej) rewitalizacji Śródmieścia.

     

    Za trudne?

    No właśnie – i wszystko w temacie!

 

I na koniec, tak na marginesie – kiedy stałem przez ponad 3 godziny w kolejce do okienka, widziałem urzędników najpierw wchodzących do budynku, obok kolejki, a potem przemykających się po ciasnym korytarzu, między "PETENTAMI".

W większości – poza jednym nadętym "bucem" (pewnie jakiś "kierownik") - przemykali się ze spuszczoną głową, unikając wzroku "PETENTÓW".

 

Było widać, że jest im najzwyczajnej w świecie – wstyd!

 

 17 września - w 79 rocznicę bandyckiej napaści Rosji Sowieckiej na nasz kraj, składamy kwiaty pod pomnikiem w Parku Łokietka dla uczczenia ofiar tej agresji.